Wczoraj Ezreal mnie pocieszał. Nadal w to nie wierzę. Ciekawe, co sobie wtedy o mnie myślał? Może, że jestem słaba i żałosna? Po tym, co miało miejsce, jeszcze nie rozmawialiśmy. Ten "wybuch" zdarzył mi się po raz pierwszy... Wcześniej zawsze jakoś dawałam sobie radę godzić się z losem, ale teraz już po prostu nie udało mi się... Do tej pory nigdy nie płakałam przez smutek, nawet nie wiedziałam, jak to jest czuć ból... Tego dnia najzwyczajniej coś we mnie pękło, puściło. Dziwniejsza od mojej była, jednak reakcja chłopaka, który mi towarzyszył. Usłyszeliśmy głośne, lecz nie zrozumiałe dla nas krzyki i ruszyliśmy w stronę dźwięku.
- Cisza!!! - krzyknęłam do tłoczących się wokół ludzi. Gdy się odsunęli, moim oczom ukazał się biały tygrys. - Co tu się dzieje? Ludzie! Na co dzień widzicie smoki i inne niezwykłe stworzenia, a tygrysa się boicie? - dopytałam się tłumu mieszkańców.
- Ale nigdy w historii naszego istnienia, nie było białego tygrysa! - odpowiedział jeden z tutejszych. Przyjrzałam się tygrysowi. Czy to jest...
- Rei? - szepnęłam ledwie słyszalnie. Usłyszałam w odpowiedzi jedynie "Tak". To był jego głos. - Wiedziałam... - dopowiedziałam równie cicho. Pobiegłam do wielkiego kota i przytuliłam z całej siły, łapiąc przy tym sierść na jego karku.
~ Chcesz wiedzieć, jak umarłem? Jak się czułem? - zapytał mnie, oczywiście tak, jak to robią duchy. Telepatia, jedna z ich cech.
- Oczywiście... Braciszku, ale... Teraz musimy jechać do zamku... - odpowiedziałam tak, aby tylko on był w stanie usłyszeć mój głos. Najpewniej ludzie patrzyli się na mnie szeroko otwartymi oczami. Puściłam mojego brata oraz odwróciłam się w stronę tłumu.
- Proszę się nie martwić, to jedynie nietypowy duch - wyjaśniłam wszystkim. Każdy, rzecz jasna, wiedział o istnieniu takich istot. Koniec, końców, jednak widują je na co dzień i często sami je posiadają. Skinęłam na mojego towarzysza, z którym tu przyszłam, aby do mnie podszedł. Zapewne nie chciał tego zrobić, ale w końcu ruszył z miejsca oraz stanął obok mnie. Całe zbiorowisko się rozeszło, zapewnione o swoim bezpieczeństwie. Czym różni się biały tygrys od zwykłego? Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć psychologii tłumu. Będę musiała o tym poczytać, żeby to właściwie zrozumieć. Wskoczyłam na grzbiet wielkiego kota, a następnie podałam rękę Ezrelowi. Czego innego ode mnie oczekuje? Jeśli Rei domyślił się, kim jest to byłoby ciekawie. Nie mam pojęcia o czym ten chłopak myśli, ale w końcu złapał moją rękę i wszedł na grzbiet tygrysa.
- Zabierzesz nas do zamku, proszę? - szepnęłam do ucha Rei'owi. Skinął głową i pobiegł w kierunku pałacu. Tak więc, po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Zeskoczyłam z kota, a Ezreal zrobił to samo, co ja. Skinęłam za obojgiem, żeby poszli za mną. Miałam zamiar udać się do króla i wyjaśnić, co miało miejsce. Odwróciłam się gwałtownie w stronę mojego wroga.
- Nie musisz ze mną iść, sama się tym zajmę - stwierdziłam poważnym tonem. Idąc w stronę wrót zamku, ujrzałam dziewczynę, którą miałam "uczyć".
- Hej! - zawołałam ją. Odwróciła się w moją stronę. - Chodź - stwierdziłam i poszłam dalej. Pewnie nieco zdziwił ją widok tygrysa wielkości konia obok mnie. Po niedługim czasie znalazłam jego wysokość. Zaskoczyła go obecność ducha i dziewczyny. Złożyłam ukłon i popatrzyłam porozumiewawczo na dziewczynę, która rozumiejąc mnie, również się pokłoniła.
- To stworzenie obok mnie jest duchem chłopaka, którego postrzegałam, jak brata. Natomiast dziewczyna jest asasynką, tą o której Ci opowiadałam. Jeśli mógłbyś zezwolić by tygrys tutaj został, byłabym niezmiernie wdzięczna, Magna - wyjaśniłam na jednym oddechu. Westchnął cicho. Wątpię, aby się zgodził na coś takiego. Ale zostaje próżna nadzieja.
- Zgoda, jest z kimś powiązany? - zadał pytanie zaciekawiony. Pokręciłam przecząco głową. - Jeszcze nie spotkałem ducha, który to nie byłby z kimkolwiek powiązany, a mimo to widoczny. Ciekawe... - uznał mój pan. W tym aspekcie się z nim zgadzam, jeszcze nie trafił się nikt taki, jak on. Jest bardzo wyjątkowy. Nie dość, że został w naszym świecie to też widzą go wszyscy! Razem z dziewczyną i ogromnym kotem zniknęliśmy z widoku króla. Stanęłam przed nią z poważną miną. Zauważyłam za nią Ezrę. Pora wyjaśnić parę zasad.
- Słuchaj mnie, ten za tobą to Ezra. Ja mogę go denerwować, ale ty masz absolutny zakaz. Oczywiście tylko jeśli chcesz dalej żyć - wytłumaczyłam wskazując na moją przyjaciółkę. Kto się, rzecz jasna, zjawił? Ezreal! Udałam, że chciałam go wyminąć i "przypadkiem" trąciłam jego ramię oraz złapałam je. Powiem mu coś.
- Oni wszyscy odeszli... - szepnęłam cicho i poszłam dalej. Ciekawe czy zrozumie przekaz... Może tak, może nie. Chociaż udaje idiotę to wiem, iż nim nie jest.
Ezreal? Ezra? A może ktoś inny z towarzystwa dokończy?
Ja się domyślać... :O
OdpowiedzUsuń~SCIURUS