- Dlaczego...-wyszeptał-Dlaczego?
Spuściłam głowę.
- Przepraszam- wyksztusiłam.
Podniósł na mnie wzrok.
- To nie twoja wina. To ja powinienem przeprosić ciebie.
Poderwałam głowę.Zesztywniałam. O co mu chodzi? Próbowałam przełknąć ślinę, ale miałam suche gardło. Wróbel dźwignął się z ziemi i podszedł do drzwi.
- Salmo odprowadzi cię do granicy Winter- powiedział zanim zniknął w mroku korytarza.
Wypuściłam głośno powietrze.
Cudownie.
***
Patrzyłam na miasto, a jednak go nie widziałam. Nie czułam szczypiącego, obcego wychowanej w Summer dziewczynie, mrozu. Dopiero ciche chrząknięcie Salmo przypomniało mi o tym, że świat istnieje...podobnie jak i ja.
-No...to...jesteśmy na miejscu, mała.
Spojrzałam ku niemu, zmusiłam się do delikatnego uśmiechu. Kąciki ust z trudem się uniosły. Skinęłam na niego głową i zsunęłam się z Takana.
-Do...zobaczenia-mruknęłam chwytając uzdę i przekraczając bramę.
Nie oglądałam się za siebie. Powoli zbliżałam się do siedziby tak zwanego Heimesa, tutejszego monarchy.
Z tego co mi wiadomo właśnie u niego służy ta...Rosalin? Nie ma źle. Niepokoiły mnie jedynie zasłyszane po drodze plotki, że jest tu jeszcze drugi Asasyn. Trzech w jednym...Nie...dwóch. Do głowy napłynęły wspomnienia odrzucenia mnie, zamknięcia mi drogi do ,,asasynskiej kariery", a potem zjazd i propozycja Rosalin. Ciekawe czy ja też będę podległa królowi...
Naglę usłyszałam cichy gwizd. Zrozumiałam, że jak głupia stoję nieruchomo tuż pod zamkiem. Gwiżdżącym okazał się służący stojący przy stajniach i trzymający za uzdę karego ogiera.
- Pani do Rosalin?-spytał przecierając oczy.
Służącym był szczupły staruszek, na głowie miał łysy placek, tylko gdzieniegdzie widoczne były śnieżnobiałe pasemka. Pasemka owe opadały luźno na ramiona mężczyzny. Ubrany był w połatany, pasiasty kubrak.
-T-tak- wydukałam.
Normalnie się tak nie zachowuję. Zwyczajnie zaskoczył mnie fakt użycia słowa ,,pani" odnośnie do mnie. W jego krzywych, bladych ustach nie brzmiało to bynajmniej zaszczytnie, ale ja odebrałam to dość...no...nie wiem jak to określić. Nie przywykłam do tego, że ktoś nazywa mnie inaczej niż ,,Sciurus''. Ten tylko poszedł do mnie przechwycił uzdę konia i zaprowadził go do boksu. Po chwili wrócił. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego postawę. Był garbaty. Tak więc, gdy do mnie podszedł mogłam na niego patrzeć z góry.
- Rosalin nie ma teraz. na terenie posiadłości, ale podejrzewam, że król zechce...-odkaszlnął-...powitać nowego mor...-zawahał się, udał że się krztusi-... Asasyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz