piątek, 6 marca 2015

Od Rosalin

Coś mi tu nie gra... Na pewno coś knuje... Nie ważne. Chętnie się z nim pobawię.
- Skoro chcesz się ze mną bawić to proszę~! - stwierdziłam. Pomijając tę nudną konkurencję, przejdę do tego, iż na moje nieszczęście wygrał pewien idiota. Gdy dotarłam na miejsce, zaraz zostałam zasypana pytaniami, czemu zaatakowałam członka klanu i tym podobne.
- Wiedziałam, że coś knujesz! - warknęłam do niego. Rozpoczęła się dziecinna kłótnia, zapewne zrobiła bym coś nieprzyjemnego Ezrealowi, gdyby mój "wujek" mnie nie powstrzymał. Kim on jest? To barman w siedzibie klanu Umbra, a także... Młodszy brat człowieka, który był dla mnie niczym ojciec przez 11 lat. Który mnie wychował. Który mnie uczył...
- Rosa, zachowuj się. Robisz sobie wstyd! - upomniał mnie. Syknęłam.
- Ale... Ale... - próbowałam się wymigać od odpowiedzialności. Odwróciłam wzrok od starszego mężczyzny. Chciałam odejść na pewną odległość, jednak ten złapał mój nadgarstek.
- Co ty masz na szyi? - spytał zdenerwowany. Lekko się zaczerwieniłam.
- T-to nic - wyjąkałam cicho w odpowiedzi. Spojrzał na Ezreala i pociągnął mnie do baru, gdzie kazał usiąść. Natychmiast rozkazał mi to wyjaśnić. Mając na twarzy tysiąc odcieni czerwieni, ale jakoś opowiedziałam, co miało miejsce od wczorajszego wieczora. Wujek nie był tym zbyt zadowolony.
- Doprawdy... Wiem, że lubisz dla zabawy flirtować z facetami, ale to już przesada! - skarcił mnie.
- Wiem, wiem! - odparłam zawstydzona zaistniałą sytuacją.
- Napijesz się czegoś? - westchnął odrobinę spokojniejszy.
- Wody, proszę - odpowiedziałam również nieco mniej zdenerwowana. Mężczyzna podał mi napój, a ja powoli zaczęłam sączyć płyn. Nie zwróciłam uwagi na to, co robił chłopak, który był powodem mojego wstydu. Tym razem na przeźroczysta ciecz w równie przeźroczystym naczyniu, na szczęście, nie zmieniła swojego stanu skupienia tak, jak miało to miejsce ostatnim razem. W sumie... Woda była czysta, niczym dusza nieskalana grzechami i wszelkim złem naszego świata, który choć piękny, to i brutalny. Tak... Nieskazitelne istnienie... Coś z czym nigdy w swoim życiu się nie spotkałam... Życie jest długie, pełne wielu niebezpieczeństw, dobra, zła, brutalności, pomocy i miłości... Tak... Miłość... Co to właściwie za uczucie? Co to znaczy się zakochać? Czym jest to niepojęte uczucie dla którego nie jedne oddał życie? Czy ktokolwiek kiedyś pozna uczucie tej jedynej, prawdziwej miłości? Bez zdrad, bez kłamstw, tylko szczerość i czystość... Nie... O czym ja w sumie myślę? To nie ma sensu. To nie jest możliwe. Jaki jest w życiu cel? Jeśli każdy ma inny to jaki jest ten mój? Cze kiedykolwiek ktoś to pojmie? Popatrzyłam na mężczyznę stojącego za barem. Miał śnieżnobiałe włosy, zupełnie jak moje. Posiadał również błękitne oczy. Wielu nowych, myśli, iż naprawdę jesteśmy rodziną, jednak wypadkowa naszych wyglądów jest zupełnie spontaniczna. Po prostu tak się trafiło. Osoba, którą traktuję, jak jedyną rodzinę, nie jest ze mną spokrewniona. Nie łączą nas więzy krwi, więc wiele osób jest w błędzie ze swoimi założeniami. Westchnęłam znudzona tymi przemyśleniami. Mężczyzna o białych włosach odwrócił się w moją stronę, po chwili pytając czy coś się stało. Pokręciłam głową. Dopiłam wodę, a następnie oddałam szklankę.
- Znowu rozmyślasz na sensem istnienia? - spytał kontynuując swoją pracę.
- Jak zawsze... - mruknęłam w odpowiedzi. Mężczyzna nazywa się Albus. Jest równe siedem lat starszy ode mnie. Położyłam się na blacie. Poczułam lekki ból głowy, który po chwili zniknął. Niebieskooki odwrócił się w moją stronę i cicho westchnął.
- Źle się czujesz? - zadał pytanie zmartwiony. No tak... W końcu jestem jedynym, co zostało po jego ukochanym bracie... Ojciec i mistrz zawsze przed misją prosił swojego brata, że jeśli coś mu się stanie, ma się mną zaopiekować. Zawsze myślał o wszystkim.
- Nie - odpowiedziałam podnosząc się. Poprosiłam go o papier i pióro. Dostałam to o co prosiłam. Zaczęłam pisać list do mojego braciszka. Lepiej jest mieć z nim kontakt, prawda? Gdy już zakończyłam pisanie, jakże długiego listu. Pobiegłam szybko go wysłać, a następnie wróciłam do mojego wuja. Siedziałam tam przez kilka godzin, oczekując zakończenie jego pracy. Robiło się już ciemno, kiedy poczułam ostry ból głowy. Syknęłam nie mogąc wytrzymać.
- Skończyłem. Odprowadzę Cię do domu - stwierdził sucho i poszedł ze mną do miejsca mojego zamieszkania. Po tym, jak położyłam się do łóżka, wyszedł. Mieszkał ze mną po sąsiedzku. Zasnęłam.

Em... Ktoś to dokończy? Czy nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz