Szedłem wiele lat. Szukałem w praktycznie każdym zakątku świata, a odpowiedź znajdowała się bliżej niż myślałem. Z początku potraktowałem to za kolejne zagranie Rosalin przeciwko mnie, coś w stylu zrobienia mi fałszywej nadziei aby uśpić moją czujność i wykonać kolejny atak. W końcu ile razy to już walczyliśmy przez ostatni rok? Sądzę że obecny wynik naszych walk wynosi dokładnie...255 do 255. Skąd jednak miałaby wiedzieć o Ezrze? To ona poruszyła temat mojej siostry, jakby zupełnie nieświadoma tego że coś może mnie z nią łączyć. Nie cierpiałem tego, ale musiałem podejść do całej tej sytuacji używając logicznego myślenia. To było najlepsze rozwiązanie. Miałem zamiar zadać jej kolejne pytanie jednak wtedy zawołał nas jeden z najwyżej postawionych członków naszej rady.
-To jakiś kiepski żart-mruknąłem usłyszawszy to co miał do powiedzenia. Oświadczył nam że musimy podołać kolejnemu testowi. Racja, nie byłoby to cokolwiek trudnego gdyby nie jeden, "malutki", szczegół. Ja i Rosalin mieliśmy współpracować. Spojrzałem na nią nienawistym spojrzeniem. Znienawidziłem ją już przy naszym pierwszym spotkaniu. Jej styl bycia, zachowanie...Doprawdy. Może i ma trochę "talentu", ale jak ktoś taki mógł zostać asasynem!? A no tak, zapomniałbym! Podczas gdy inni ciężko pracują by zdobyć swoją pozycje ona najzwyczajniej miała tyle szczęścia aby ją odziedziczyć. Za to też wręcz jej nie cierpię. Nigdy szczególnie nie zależało mi na byciu wspaniałym asasynem więc nie przemawia przeze mnie zazdrość. To po prostu niesprawiedliwe. Straszy z rady widząc moje spojrzenie wygłosił nam krótki wykład na temat tego dlaczego akurat my mamy współpracować. Jako członkowie klanu nie musimy się lubić jednak mimo wszystko gdybyśmy dostali wspólne zlecenie będziemy zmuszeni do pracy zespołowej, nasz klan słynie w końcu ze zgrania i tak dalej...Szczerze powiedziawszy rozumiem to, tyle że współpraca z nią jest prawie niemożliwa. Gdy starszy odszedł westchnąłem bezgłośnie.
-Zawrzemy tymczasowy sojusz?-spytaliśmy jednocześnie. Znów spojrzałem na nią zirytowany. Ona odwzajemniała to spojrzenie. Czy naprawdę musi aż tak się do mnie upodabniać? Nie wiem jaki ma w tym cel. I tak nigdy nie dorówna mojemu poziomowi. Nagle dziewczyna zaśmiała się.
-To raczej ty upodabniasz się do mnie!-zawołała. Ah no tak, to jej "czytanie w myślach". I jak tu znaleźć w niej cokolwiek mało denerwującego? Jeśli miałbym wymienić w niej jakąś zaletę byłaby tylko jedna: Jest osobą której zachowanie nigdy mnie nie znudzi. Zaklaskałem powolnie, sarkastycznie w dłonie.
-Brawo pani wiedźmo. Może powinni spalić cię na stosie?-spytałem z wrednym uśmieszkiem mimo faktu że to zwykły stereotyp. Gdyby tak nie było magowie nie mieliby prawa żyć. Tak samo jak jej charakter nigdy nie znuży mnie dogryzanie jej. Oczywiście znam umiar. W końcu nie mam zamiaru zniżać się do jej poziomu intelektualnego. Chwilę po tym zostaliśmy zwołani na zadanie.
Rosalin? Co dalej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz