Przybił mnie do łóżka sztyletami? Niech nie myśli, że tak łatwo mu odpuszczę. Jeszcze dziś znowu zremisuję, a może nawet lepiej. Zerwałam się z posłania i niedługo potem znalazłam się na Fumusie. Poklepałam go po karku, aby ruszył do zamku. Ani Fumus, ani Kasai nie przepadają za Ezrealem oraz Cogtium. Nie ma co opisywać podróży. Dotarłam na zamku przed chłopakiem. Czekałam na niego przed bramą, a gdy w końcu dotarł stanęłam obok niego.
- Znowu remis - stwierdziłam ze złośliwym uśmiechem.
- Szlak... Nie wziąłem tego pod uwagę jako konkurencji - mruknął pod nosem. Pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam z lekkim uśmiechem. Nie zwracałam już uwagi na mojego wroga. W jednym z korytarzy dostrzegłam Ezre. Na moje szczęście nie było tam tego idioty. Powitałam ją z uśmiechem.
- Coś ty taka wesoła? - spytała trochę podejrzliwie. Coś nie tak?
- Nie ma konkretnego powodu - odpowiedziałam, zmieniając wyraz twarzy na poważny.
- Co masz na szyi? - zadała kolejne pytanie. Zaskoczyło mnie ono. Dotknęłam miejsca o którym mówiła i zrozumiałam, o co jej chodziło. Przypomniała mi się "zabawa" z wcześniej. Dziwne uczucie. To chyba... Wstyd? No cóż, może jednak mam coś jeszcze z moralności.
- N-nic - wymamrotałam cicho. To mi się nie zdarza, więc dziewczyna była jeszcze bardziej zdziwiona moim zachowaniem. Pewnie nie domyśliłaby się o co chodzi, gdyby nie to, że przyszedł Ezreal! Popatrzyła najpierw na mnie, a potem na niego. Mieliśmy podobne ślady. Nie jestem pewna, dlaczego, ale Ezra uderzyła swojego brata. Z moich ust dało się słyszeć ciszy chichot.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała go wskazując na ranę. Mogę przysiąc, iż na chwilę się zaczerwienił. To, w jaki sposób rywalizujemy, powinno pozostawać między nami. Z braku pomysłu wymyślamy coraz to nowsze i bardziej nietypowe konkurencje. Ezreal odwrócił wzrok od swojej siostry i nadal nie odpowiadał na jej pytanie. Spojrzała na mnie z nadzieję na odpowiedź.
- Ech... Lepiej nie wnikaj. Pogadajcie lepiej o swoich sprawach - udzieliłam wyjaśnienia. Odwróciłam się oraz poszłam porozmawiać z królem. Byłam ciekawa, jaką karę dostał złodziej, którego udało mi się niedawno złapać. Przez cały czas odczuwałam na sobie wzrok służby. Po paru minutach udało mi się znaleźć mego pana. Dyskutował o czymś ze swoim bratem, wyraźnie był niezadowolony z tejże rozmowy. Zaczekałam, aż skończą swoją konwersację, nim go zagadnęłam.
- Coś się stało, Rosa? - zapytał mnie. Złożyłam niewielki ukłon.
- Nie, Magna. Chciałam się tylko dowiedzieć, jaką karę uzyskał złodziej, złapany w trakcie ostatniego balu. Udzielisz mi tej informacji? - powiedziałam bardzo poważnie.
- Niestety, jeszcze nie został ukarany - odparł po chwili. Zaskoczyło mnie to. - Wciąż czeka na proces. Liczba przestępstw w całej Macarii jest tak ogromna, że nie przyszła nadal jego kolej - dodał w wytłumaczeniu. Westchnęłam ledwie słyszalnie. Wiem, że władcy nie podoba się, iż ten, który próbował ukraść pamiątkę po jego ukochanej żonie, nadal nie otrzymał odpowiedniej kary. Mam nadzieję, że otrzyma wysoką i sprawiedliwą.
- Ach! Rosa, jak sprawuje się twój nowy partner? - zadał pytanie zaciekawiony. Przygryzłam wargę.
- Niestety, mój panie, ale nie mogę wypowiedzieć się na jego temat. Jest to związane z moją ciągłą rywalizacją, z nim. Bardzo przepraszam - przeprosiłam ze skuchą w głosie. Była fałszywa. Zresztą, jak większość mojego charakteru... Moje życie jest pełne tragedii. Najpierw straciłam rodziców wraz z dwójką starszych braci. W trakcie spaceru odbiegłam od nich naprzód, a wtedy... Spadła na nich lawina i przysypała ich. Na moje nieszczęście, nie przeżyli tego. Kilka dni po tym wydarzeniu, odnalazł mnie mój mistrz i ojciec. On nauczył mnie podstaw, a potem już dalej samo poszło. Nie byłam nigdy oporna w nauce. Pierwszego zabójstwa dokonałam jeszcze nim skończyłam 13 lat, więc gdy dołączyłam do klanu, miałam szacunek pozostałych. Ponad to większość stałych bywalców siedziby, zna moją historię. Pozostali się tego nie dowiedzieli, ponieważ ja tego nie pragnęłam. Czemu? Nie byłoby przyjemnie słuchać podszeptów typu "Patrz... To ta mała, co straciła rodziców". Irytujące, czyż nie? Kiedyś, gdy ktoś próbował o tym mówić... Było ciekawie. Koło niego przebiegał szczur, dlatego rzuciłam w tym kierunku, zabijając zwierzę. Po pytaniu, czemu to zrobiłam, powiedziałam tylko "Nie lubię szczurów". Pewnie zrobiłby coś, myśląc, iż nazwałam go gryzoniem, ale inny go powstrzymał, widząc martwe stworzenie. Generalnie, to jest mniej więcej moje życie, jeśli kogoś to ciekawi. Pewnie nie. W końcu jestem niczym. Stałam oparta o ścianę na przeciwko okna z zamkniętymi oczami. Powolnie je otworzyłam i zobaczyłam padający śnieg.
- Śnieg... - stwierdziłam spokojnym i obojętnym głosem.
- Tak. Co z tego? - spytał ktoś nagle. Ten idiota... Nie ma co robić, tylko mnie nękać?! Syknęłam zdenerwowana. Przymrużyłam delikatnie oczy i odwróciłam się w jego stronę.
- Potrzebujesz czegoś? - odpowiedziałam pytaniem. Chyba robię się dla niego miła...
Ezreal? Potrzebujesz czegoś, czy też przychodzisz mnie nękać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz