Zwiedzałem zamek z niewielkim zachwytem. Był taki jak każdy inny. Wielki z mnóstwem niepotrzebnych nikomu pomieszczeń. Westchnąłem bezgłośnie. Czy tutaj jest przynajmniej jakaś biblioteka? Tak, czasy gdy chciałem zostać uczonym dawno minęły jednak dalej lubiłem zagłębiać się w książki. Może to idiotyczne, ale widok tylu liter układających się w wyrazy, które układają się w zdania najzwyczajniej ekscytował mnie. Rozmyślanie nad każdym osobnym słowem, wyobrażanie sobie niezwykłych zdarzeń...Czy to nie świetne? Choć pociągają mnie wszystkie książki zarówno naukowe jak i fabularne. Nie mam także określonego ulubionego gatunku. Książki to książki, każda z nich jest interesująca, trzeba po prostu potrafić to dostrzec. Gwałtownie zatrzymałem się widząc Rosalin opierającą się o ścianę. Czy to nie ciekawy przypadek? Dostałem propozycję pracy dla pana mojego największego wroga oraz siostry której szukałem tyle lat. Nikt nie potrafi przewidzieć tego co przyniesie los. Tak, racja, istnieją magowie którzy przewidują przyszłość jednak to inna sytuacja. Uśmiechnąłem się sam do siebie, zupełnie bez powodu. Ciekaw jestem o czym myśli. Zawsze mnie to interesuje. W końcu każdy człowiek myśli w inny sposób...Co więc możemy nazwać myślami? Odrzucając od siebie wszystkie codzienne przemyślenia godne udręczonego poety zacząłem zbliżać się do białowłosej zabójczyni.
-Śnieg...-stwierdziła nagle wpatrując się w białe płatki powolnie opadające na ziemię. Zawsze zwracałem uwagę na otaczający nasz świat, a biały puch osiadający na ziemi rzeczywiście miał w sobie coś urzekającego na tyle by czynić go wyjątkowym. Ona jednak w przeciwieństwie do mnie nie podróżuje aż tak wiele, prawda?
-Tak. Co z tego?-spytałem. Czy tutaj kiedykolwiek nie pada śnieg? Przecież to rejon Winter. Tak jak wspomniałem, uwielbiam obserwować świat, ale nigdy nie zmieniające się zjawisko prędko zaczęłoby mnie nudzić. Usłyszałem cichy syk który mógł oznaczać zirytowanie dziewczyny. Na ten dźwięk od razu zachciało mi się śmiać. Mimo to zdołałem powstrzymać się i zachować prawie że idealną ciszę. Jak ja uwielbiałem irytować ludzi...Każdy reaguje inaczej dlatego żadnej reakcji nie można nazwać nudną.
-Potrzebujesz czegoś?-zapytała w końcu łaskawie zwracając się w moją stronę. Choć i tak lekko zaskoczyła mnie jej uprzejmość. Czyżby pani wariatka na terenie zamku robiła się milsza? Kto by pomyślał. No nic! Zastanowiłem się nad jej pytaniem. Czy chciałem od niej coś konkretnego? Widząc ją najzwyczajniej podszedłem. Gdyby ktoś zapytał z jakiego powodu odpowiedziałbym...Po prostu nawyk? Już wiem! Wpadłem na jeden świetny pomysł.
-Skoro znów remisujemy to może wyścig? Tamten był troszkę nie fair nie sądzisz? Kto pierwszy dotrze do siedziby ten wygrywa-oznajmiłem z chytrym uśmieszkiem. Już zdążyłem "troszkę" namieszać więc wrócenie do siedziby było by dla mnie teraz korzystne. Ezreal, jesteś geniuszem~! Spojrzałem na Rosalin która jakby nie była chętna na kolejną konkurencje, a przynajmniej nie teraz. Niech no pomyśle...-No chyba że boisz się porażki-powiedziałem a mój uśmiech poszerzył się. Najzwyklejsza prowokacja. Może zdawać się to dziecinne, ale to po prostu zabawne. Spojrzałem wyczekująco na Rosalin.
Więc? Zgadasz się czy może jednak się boisz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz