czwartek, 12 marca 2015

Od Ezreal'a: Pomoc dla własnego wroga...

Jak moje wrażenia? W końcu pracuje w zamku dla króla! Ekscytujące! ...Nic bardziej mylnego. O ile na początku zdawało się to choć trochę ciekawe teraz najzwyczajniej mnie nudzi. Ileż można zachwycać się jedną, niezmienną rzeczą? Czy naprawdę nie może istnieć coś co nigdy cię nie znudzi? Co ciągle się zmienia? Choć prawdopodobnie przez tak często zmiany i to zaczęłoby być monotonne. Jakie to irytujące...Chodziłem w tą i z powrotem szukając jakiegokolwiek zajęcia. Chyba najlepszym wyjściem naprawdę będzie poczytanie książek. O ile znajdę tu coś z czego tekstem jeszcze się nie zapoznałem, a to łatwe nie będzie. Moje przemyślenia przerwał odgłos szlochu...Dziewczęcego szlochu. Kto mógł płakać i dlaczego? Nie zastanawiając się postanowiłem to sprawdzić. Nie byłem daleko, a z każdym krokiem płacz zdawał się być głośniejszy. Po paru sekundach byłem przy źródle dźwięku. Być nim okazała się...Rosalin? Normalnie zacząłbym się wyśmiewać jednak w takiej sytuacji to po prostu niemożliwe. Nie jestem aż takim draniem. Spojrzałem na moją siostrę. Stała w zbroi z niby obojętną miną. Wiedziałem jednak, że też jest smutna. O co chodziło? Co takiego się stało? Gdy Ezra zauważyła na sobie moje spojrzenie skierowała wzrok na Rosalin. Od razu wiedziałem o co jej chodzi. Więc nie umie pokazywać uczuć i pocieszać? Jak dobrze że ma od tego braciszka. Podszedłem do białowłosej i przykucnąłem przy niej. Prawda, byłem jej wrogiem, ale nie mogłem znieść widoku płaczącej kobiety. Wiedziałem, że moja siostra też jest teraz zrozpaczona jednak wierzyłem, że da radę. Poza tym ona i tak nikogo nigdy do siebie nie dopuszcza. A Rosalin można jakoś pomóc. Tak sądzę. Przetarłem delikatnie dłonią łzy które malowały się na jej twarzy.
-Damie nie wypada płakać-skomentowałem. Nie był to jednak mój typowy, beztroski głos przesączony jadem którym zazwyczaj się do niej zwracałem. Ten głos był troskliwy...Współczujący. Nie wiedziałem co się stało, ale musiało to być naprawdę coś okropnego.
-Czego...Czego ode mnie chcesz!?-zapytała Rosalin odrzucając o siebie moją dłoń oraz nie przestając płakać. Westchnąłem cicho. Najgłupszym pytaniem byłoby teraz "Co się stało?". Przez to musiałaby myśleć o tym więcej i wywołało by to całkiem odwrotny efekt. Przeczytało się parę książek o psychologii. Chwyciłem ją za dłoń. Następnie przyciągnąłem do siebie tak aby znalazła się w moich objęciach.
-Nie chcę niczego. Chce żebyś przestała płakać-powiedziałem ciszej. Gdy do dziewczyny doszło, że ją przytulam od razu próbowała mi się wyrwać. Ja byłem jednak w tym wypadku silniejszy-Uspokój się. Nie puszczę cię dopóki nie przestaniesz płakać-stwierdziłem poważnie. Rosalin choć na początku nie odpuszczała w końcu dała za wygraną. Oparła głowę na moim ramieniu i zaczęła jeszcze bardziej płakać. Pozwoliłem jej na to. Ezra, najwidoczniej nieco zmieszana całą tą sytuacją, dała mi znak że musi iść. Ja delikatnie kiwnąłem głową. Naprawdę muszę dowiedzieć się potem co takiego się stało. Po jakimś czasie Rosalin ucichła. Lekko odsunąłem ją od siebie i spojrzałem na nią. Miała zaczerwienione oczy, smutny wyraz twarzy...Wyglądała tak...Bezbronnie. A może nawet uroczo? Powolnie wstałem podjąć jej rękę. Milcząc chwyciła ją i także podniosła się z ziemi. Tak więc zamiast wyśmiać mojego wroga pomogłem mu się podnieść...Dokąd ten świat zmierza?
Na następny dzień król wysłał mnie oraz Rosalin do miasta Sensus. Nie rozmawialiśmy o tym co działo się wczoraj i wszystko było po staremu. Czy to nie świetnie? Co prawda dalej nie dowiedziałem się o co chodziło, jednak póki co lepiej nie drążyć tego tematu. W mieście panował niezwykły niepokój. Co chwilę słychać było jakieś krzyki których treść była nieco nie zrozumiała. Gdy zastanawiałem się nad tym wszystkim nagle moim oczom ukazał się biały tygrys...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz