Przechodziłam pośpiesznym krokiem przez ciąg korytarzy. Bacznie obserwowałam wszystko wokół mnie. Znałam ten zamek jak własną kieszeń. Na pamięć wykute miałam miejsce każdej osobnej rzeczy. Tak więc często przemieszczając się po nim sprawdzałam czy aby na pewno wszystko jest w należytym porządku. Nie dostrzegłam jednak by coś się zmieniło. W całym pałacu panowała cisza i spokój...To niepokoiło mnie najbardziej. Nie wiedzieć dlaczego, dosłownie czułam, że stanie się coś złego. Zawsze ufam tylko i wyłącznie rozumowi nie zważając na instynkty, ale...Dziś było inaczej. Nie przesadzałam, jednakże spoglądałam na wszystko bardziej uważnie i podejrzliwie. Niebezpieczeństwo może czyhać wszędzie. Nim spostrzegłam dotarłam do sali w której powinna zebrać się cała straż. Kolejna kontrola którą musiałam przeprowadzić. To nic takiego, jeden z wielu obowiązków. W końcu jako oddany rycerz króla byłam także dowódcą straży. Jeśli ktokolwiek z floty nie sprostał jakiemuś wyzwaniu była to moja wina. To ja oceniam ich poziom i przydzielam zadania. Oczywiście może zdawać się to męczące, ale dla mnie to dosłowne spełnienie marzeń. Uwielbiam być zasypywana obowiązkami. Świadomość o tym, że ktoś ważny dla Ciebie na tobie polega...To przytłaczające, a zarówno satysfakcjonujące. Po sprawnym, szybkim przeglądzie broni oraz kolejnemu w tym miesiącu testowi umiejętności pozwoliłam wszystkich odejść. I w ten oto sposób zostałam sama. Ja, zbroja, tarcza oraz miecz. Taki już los rycerza, racja? Jeśli nie przy królu to samotnie. Zaakceptowałam to już dawno temu. Zresztą ani trochę mi to nie przeszkadza. Powstrzymałam się nawet od myślenia o TAMTEJ nocy. Chciałabym zupełnie wyprzeć się wspomnienia o tym balu. Nie byłam na nim sobą. To nie była Ezra, waleczny rycerz, tylko...Mała, biedna, bezbronna Ezra. W rzeczywistości jest całkiem inaczej. Dlatego tak nie znoszę tej części siebie. Zniknęła gdy miałam 5 lat i nie powinna ukazać się już nigdy więcej. Nagle ujrzałam znajomą sylwetkę. Przede mną stanęła białowłosa assasynka. Widziałam jednak, że jest inna niż zawsze. To kolejna zła wróżba...
-Ezra...Rei...Nie...Żyje...-wyjąkała. Zaniemówiłam. Każde słowo uderzyło we mnie z wielką siłą sprawiając ból. Tylko dlaczego? Nawet go nie znałam, racja? To była jedna, idiotyczna noc...Zacisnęłam jedną pięść. "Rycerz nigdy nie okazuje żalu"...Muszę o tym pamiętać. Choć wypełniał mnie niesamowity smutek moja wina pozostała niewzruszona. Nagle Rosalin upadła. Na jej twarzy dostrzegłam masę łez. Nie miałam pojęcia co zrobić. Nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie co czuła...Traktowała go jak brata. Straciła kolejną ważną osobę. Tak wiedziałem o jej przeszłości i to dość sporo. Zresztą działało to też w drugą stronę. Znamy się tak dobrze, prawda? Dlaczego więc nie mam pojęcia co zrobić? Może to dlatego że...Sama najchętniej zaczęłabym teraz płakać? Ja jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Nagle dostrzegłam mojego brata. Jedyne co pozostało mi do zrobienia to stać w milczeniu niczym niewzruszony posąg.
Ezreal?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz