Wieczna jesień. Ten rejon jest moim domem, najlepiej czuje się właśnie tu. Choć jestem na dworze, nie mogę się cieszyć ciepłym słońcem, ponieważ jestem obwieszony, pakunkami panny Yuzu. Dostałem wczoraj od Rosalin list. Siostrzyczka jak widać, ma dużo rozrywki. Hmm... ciekawi mnie kim jest ten Ezrael. No cóż... Wracając. Przez kilka dni usychałem z miłość. Dosłownie... Nie jadłem.... nie piłem... Nie żyłem... Ale list od Rosy, pobudził mnie do życia. Gdy opowiedziałem, panience Yuzu o tym, że chciałem ją odwiedzić, to panienka od razu zaczęła mnie pakować. Eh... I jesteśmy w chwili obecnej. Gdy Panienka Yuzu nie patrzyła odniosłem rzeczy które mi spakowała. Nawet nie zauważyła. Pożegnała mnie i popędziła do domu. Najpewniej poszła spać. Popatrzyłem na cudowne drzewa. Zawsze, żółto-czerwone. Niekiedy soczysto zielone. Wgapiłem się w liść... liść klonu o pięknej złotej barwie niczym włosy... Elis. Nagle przypomniałem sobie ją... całą w bieli... jej uśmiech... jej włosy... jej śliczną cerę. Zapamiętałem ją w każdym detalu. Ach... Liść... Spadał wolno od niechcenia... za to na jego miejscu już pojawił się pąk... był żółty i pęczniał z każdą chwilą. Nie minęły dwie minuty a był już tam kolejny liść. Podszedłem, do liścia który upadł wcześniej. Gdy wiozłem go do ręki, wydawał mi się niewinny... Delikatny, na tyle by jeden podmuch silniejszego wiatru wstanie był go unieść, aż do rejonu Winter... Jego kolor z bliska wydawał mi się bardziej żywy... cieplejszy. Wchłaniał ciepłe promienie słońca i nabierając barwy... Czy jeśli stanę się liściem w moim kolejnym wcieleniu... to czy też będę wchłaniać ciepło? Nie ważne... Kogo to teraz obchodzi... ale liść zostawię dla siebie. Wsiadłem na Moonlight, i tak zaczęła się nasza podróż, aż do miasta. Po krótkim czasie, wyjechałem z lasu. Chwile potem były równiny, a równiny przeistaczały się w wyżyny. Przypominały mi garby, ciał martwych wojowników. Trawa powoli przechodziła z koloru soczysto zielonego po szmaragd. Ujrzałem lisa z młodymi. W rejonie wyżyn powoli przechodzących w góry miał on inny odcień futra... Ciepły rudy kolor, niczym rdza. Śliczne błękitne oczy, ruchliwy nosek i białe łapy. Puszysty ogon idealnie komponował się z całą resztą. Góry... Majestatyczne i wyniosłe. Zaczęła się trudna trasa. Pojawił się już śnieg. A z każdą milą coraz mocniej sypał. Zauważyłem, małą cieśninę. Moonli świetnie radziła sobie na tych terenach. Gdy przejechaliśmy przez cieśninę byliśmy już, w Winter. Przejechałem, przez Lus, i trafiłem do Sensu. Chciałem, jechać do Secretum ale jak się okazało, potrzeby takiej nie było. Białowłosą, siostrzyczkę, znalazłem już w Sensu. Zeskoczyłem, z pantery i zagwizdałem. Rosalin obejrzała się, zaskoczona. Potem uśmiechnęła się i zaczęła biec w moim kierunku.
-Reiuś!!!!- Krzyknęła i zwiesiła się na mojej szyi.- Co ty tu robisz?
-Postanowiłem cie odwiedzić... A właśnie, jak tam ci się, żyje Assasynko?
-Aaa, świetnie... Ale kiedy tylko ten idiota Ezrael się pojawia mój świat zamienia się w koszmar!
-Właśnie kim jest Ezrael?- Zapytałem, a ona zaczęła opowiadać jakże niezwykłą Historie, przesyconą złością? Nie... Raczej rywalizacją... tak to lepsze słowo. Wyjąłem liść z kieszeni płaszcza, przy tym uwalniając się z objęć siostry. Wpiąłem jej we włosy. To był śliczny kontrast. Może nawet jej oczy troszkę się rozjaśniły. Cera, nabrała blasku. - Wyglądasz prześlicznie.- Zaśmiała się, jej uroczym śmiechem. Ja też się dołączyłem do śmiechu. Śmialibyśmy się tak gdyby nie... Strzała... która przebiła moją głowę. Aksamitna ciemność. To Koniec. Kocham cie Elis.
Rosalin spal moje zwłoki. Kocham cie siostrzyczko[*]
0-0 Ale ty tak na poważnie?
OdpowiedzUsuń~Sciurus