niedziela, 15 lutego 2015

Od Rosalin

Siedziałam przy "barku" i piłam wodę. No nie do końca piłam, no bo czemu nie! Wiem, że to jest najzimniejsze miasto w rejonie Winter i w ogóle, no ale to już przesada! Żeby woda w kubku zamarzła! Jakby nie wystarczyło, iż i tak jestem podminowana! Nie mogąc opanować gniewu, rzuciłam naczyniem o ścianę. Wszyscy zauważyli, że jestem zdenerwowana już przy wejściu, więc niespodziewana akcja wywołała głuchą ciszę w siedzibie. Dało się jednak słyszeć pomruki typu "Znowu się wkurzyła" lub "To cała Rosa". Zaczęłam ze zdenerwowania wbijać paznokcie blat baru, gdy nagle poczułam, że coś gryzie moją rękę. Odwróciłam się w tym kierunku i zobaczyłam niewielkiego gryfona, dziobiącego moją dłoń. Zaśmiałam się moim okropnym śmiechem. Tak, to był jedne z najgorszych możliwych. Ci, którzy lepiej mnie znali, zaczęli się śmiać, niektórzy się ukryli, a jeszcze inni byli zmieszani. Może opowiem, skąd moja złość? To chyba dobry pomysł. Wciąż badam wypadek, w którym zginęli moi rodzice oraz bracia. Dziś odkryłam, iż było to zmyślnie zaplanowane. Na mnie i moją rodzinę czatuję wciąż wielu doskonałych morderców. Nadal nie wiem czemu, ale kiedyś to odkryję. Czemu tracę wszystkich moich bliskich? Czemu? No czemu?! Może mi ktoś powie?! Nie zastanawiając się dłużej, wyszłam z budynku, wsiadłam na Fumus'a i poleciałam do zamku. Weszłam przez bramę i pierwsze co zrobiłam, to... Poszłam szukać Ezry! No bo, co ja mogę zrobić? Wkurzać moją przyjaciółeczkę! Nie zajęło mi wiele znalezienie jej, jak  zwykle była u boku króla. A gdzie mogłaby być? Pokłoniłam się lekko królowi.
- Miło cię znów widzieć, *Magna - powitałam go, po czym szybko podbiegłam do kobiety z zbroi, przez co wyglądała, niczym mężczyzna. - Ezruś~! Jak się masz~?
- Nazywam się Ezra - odpowiedziała jedynie beznamiętnym tonem. Dalej pozostała w swojej sztywnej pozycji i wpatrywała się w nieokreślony punkt przed sobą. Co ja mam z nią począć? Och, ale i tak jest wspaniała! Wciąż podziwiam jej wytrwałość i czasami nawet zazdroszczę. Jest oddana naszemu władcy. Wciąż pamiętam, jak się znów spotkałyśmy. Natychmiast po spotkaniu mego obecnego pana, zabrał mnie ze sobą do zamku. Wszyscy patrzyli się tylko na mnie i szeptali między sobą coś na mój temat.
- Chodź, muszę ci kogoś przedstawić - stwierdził z uśmiechem, prowadząc mnie za rękę do komnaty. - Chyba się już znacie - dodał po chwili. Gdy wprowadził mnie do pomieszczenia, ujrzałam mężczyznę w zbroi. Król podszedł do niego i rozkazał zdjąć hełm. Ku mojemu zaskoczeniu, była to właśnie Erza. Młodsza o dwa lata dziewczyna, dzięki której ambicjom, zaczęłam ją podziwiać. Wykrzyknęłam na cały głos jej imię, ona również mnie poznała. Dowiedziałam się, że przypadkiem wspomniała o mnie, naszemu królowi i ten, przy okazji mojej sporej sławy, postanowił mnie tutaj sprowadzić. Nie minęło długo, jak również stałam się jego ulubienicą. Czyżby tworzył własny harem? Och, jakże to ciekawe. Król rozmawiał o czymś z Ezrą, a ja nie przysłuchiwałam się. Popatrzyli na mnie oboje. Co się stało?
- Nic, po prostu macie dzień wolny - uznał nasz wspaniały pan.
- Ale ja powinnam być przy boku króla... - zaczęła wymieniać, ale król jej przerwał.
- Ezra, nie dajesz mi wyboru. To rozkaz - stwierdził władca.
- Tak jest - odparła oschle, jak zwykle. Zaczęłam się śmiać, znów moim najgorszym śmiechem. Gdy skończyłam, wyszłam z Ezrą, z sali.
- Ej, Ezra - zagadnęłam ją. Spojrzała na mnie pytająco.
- Może odwiedzimy Autumn? - zadałam pytanie zaciekawiona.
- Skąd ten pomysł? - odpowiedziała pytaniem.
- Tak po prostu - odparłam po krótkiej chwili namysłu.
- Nie ma mowy - zdecydowała. W odpowiedzi rzuciłam tylko ciche "Trudno" i odeszłam.  Przed zamkiem wezwałam mojego wilka oraz wsiadłam na niego. Ten popatrzył się na mnie, jakby pytał, gdzie lecimy. Szepnęłam mu do ucha, nazwę rejonu. Wyglądał na zaskoczonego. Szybko wzniósł się wysoko w górę. Trzymałam się mocno jego, wbrew pozorom, delikatnego futra. Niby jest agresywny i jeśli ktoś inny spróbuje go dotknąć, będzie usiłował go zabić, ale... Jest taki kochany i uroczy. Mówić tak o mordercy? Jak dla mnie, jest to normalne. Leciałam tak sobie w towarzystwie moich zwierzaków, aż nagle usłyszałam donośny ryk. Tristan i Ezra... Aż tak bardzo mi nie ufa? Och, a może się martwi o mnie? To byłoby urocze, ale bardziej wierzę w pierwszą opcję. Zaczęłam się głośno śmiać z zaistniałej sytuacji. "Ona jest stuknięta", pewnie tak sobie myśli. Wylądowałyśmy obok jakiegoś ogromnego lasu. Liście mają piękne kolory w tym rejonie, a u nas nawet nie ma ich na drzewach... Dlatego tak kocham to miejsce! Gdy tak się zachwycałam pięknem lasu, zauważyłam, że Kasai tam pobiegł! Szlak! Na pewno się zgubi! Usłyszałam ciche warki złotego smoka. Westchnęłam głośno i ruszyłam w głąb lasy, nawet nie patrząc czy dziewczyna i jej towarzystwo idą za mną. Wołałam mojego towarzysza, ale nic mi to nie dawało. Gdzie on mógł się podziać? Czemu on mi to robi? Poważnie się pytam, czemu? To jest tak irytujące, ale... I tak jest dla mnie bardzo ważny. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam tylko Ezrę i Fidusa. Tristan odleciał, jak zwykle. Jakimś cudem, zawsze wie, kiedy jest jej potrzebny. Wracając do tego, co się działo. Zobaczyłam mojego ducha obok jakiejś dziewczyny. Na oko, była starsza ode mnie.
- Kim jesteś? - zadałam pytanie, ciekawa, kim jest owa osoba.

Kage? Wyjaśnisz nam, kim to jesteś?

*Magna - z łaciny "wspaniały"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz