Ze znudzona miną oparłam się o ceglany komin. Przerzuciłam lewą nogę na drugą stronę spadzistego dachu siadając na nim okrakiem. Wzdychając głośno wsadziłam obie ręce za głowę, wcześniej solidnie się przeciągając.
-Widzę, że naprawdę ci się nudzi-powiedział Wróbel przypatrując mi się z rosnącym rozbawieniem.
Popołudniowe słońce oślepiło mnie zmuszając do zmrużenia oczu. Zasłoniłam je ręką.
-Nie masz ciekawszych zajęć?-spytałam rzucając mu znaczące spojrzenie-O wiele łatwiej byłoby się skupić.
-To ty się skupiasz?!-udał zaskoczenie-Och bardzo przepraszam jaśnie panią. Pragnę jednak zwrócić uwagę iż pani cel właśnie się zjawił-To powiedziawszy wykonał płynny ruch ręką wskazując na odzianego w bogato zdobiony,zielony płaszcz mężczyznę.
-Kolejny szlachcic-mruknęłam-Tego nie będzie mi żal.
Chwyciłam leżącą pomiędzy nami kuszę i przypięłam do spodniej części prawego przed ramienia. Napięłam. Przykucnęłam, wystawiłam rękę przed siebie. Chwilę pomierzyłam z policzkiem przyciśniętym do ramienia po czym, przyciskając mały przycisk umieszczony tak by można było to zrobić bez używania lewej ręki, posłałam strzałę w powietrze. Obiekt gładko wbił się w boczną część gardła szlachcica.
Kiedy ten upadał ja ześlizgiwałam się po drugiej stronie dachu. Zeskoczyłam z niego lądując na grzbiecie konia.
Zdążyliśmy już oddalić się od miejsca zbrodni okryci czarnymi płaszczami z kapturem.
-Ładny strzał Sciurus-mruknął, czuć było tu sporo kpiny- Przyczepić się mogą tylko jednej rzeczy.
Westchnęłam.
-Co tym razem panu nie odpowiada?-spytałam unosząc ręce ku niebu.
Zaśmiał się głośno. Widocznie rozbawiło go, że nadal nie zauważyłam swojej pomyłki. Wytarł oczy. Co ja zrobiłam takiego, żeby go aż do płaczu doprowadzić?
Kiedy dostrzegł zdziwienie malujące się na twarzy ponownie wybuchnął. Poczułam jak rośnie we mnie irytacja. Zachowałam jednak milczenie wiedząc, że dopytując tylko pogorszę sytuację.
-Nie ten koń!-palnął śmiejąc się jeszcze głośniej.
Osłupiałam. Spojrzałam na konia. Był bułany. Strzeliłam się w czoło. Zatrzymałam klacz i zeszłam z siodła.
-Złaź!-mój głos nie był głośny, ale zdecydowanie rozkazujący, nieznoszący sprzeciwu.
-Nie mogę-powiedział robiąc poważną minę i wydymając wargi- To by było oszustwo!Mentor musi wiedzieć o tym na czym się potknęłaś, aby to skorygować-to powiedziawszy uśmiechnął się szelmowsko.
Zmarszczyłam brwi.
-W takim razie mu powiesz, ale oddaj mi Takan'a.
Chłopak zarechotał po czym zeskoczył z ogiera. Podałam mu wodzę Vanilli. Passer wspiął się na swą ukochaną kobyłę.
-Brakowało mi cię Vanillo-powiedział poklepując klacz po zadzie-Ten twój jest strasznie niewygodny.
Prychnęłam.
Usiadłam na twardym łóżku w swojej kwaterze. Głośno wypuściłam powietrze. Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że aż tak mi się oberwie za tego nieszczęsnego konia.
A do tego mam jeszcze dzisiaj sporo roboty. Nie jestem jeszcze formalnie asasynem, tylko otrzymałam zezwolenie na wykonywanie zleceń...oczywiście pod nadzorem. Oczywiście to Passer zgłosił się na ochotnika. Wciąż jestem klasyfikowana do kategorii ,,uczeń", czy coś koło tego. Większość uczących mnie asasynów jest zgodna co do tego, że jestem już prawie gotowa, ale nie mogą uznać mnie za jedną z nich dopóki wniosku o przyjęcie nie zatwierdzi jeden z bardziej wpływowych członków klanu. Jutro miało być spotkanie z pewną kobietą o niezbyt dobrej sławie. Słynęła ze swej surowości wobec dziewczyn chcących zostać asasynami. Dziwiło to większość nowicjuszy bo sama kiedyś była na ich miejscu.
Obecnie stacjonowała w poza Summer, ale parę dni temu wróciła by ocenić wszystkich pretendentów.
~To koniec-pomyślałam spuszczając głowę-Za chińskiego boga mnie nie przyjmie.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Proszę-zawołałam podnosząc głowę.
Drzwi otworzyły się, wyszła z nich młoda, rudowłosa dziewczyna. Znałam ją głównie z widzenia, miała pokój obok mojego.
-Wróbel chce się z tobą widzieć Sciurus-powiedziała jak zwykle przyciszonym głosem.
Nigdy nie rozumiałam dlaczego tak się wszystkiego boi i wstydzi. Jak ona zamierza zostać asasynem?
-Gdzie?-spytałam wstając.
-N-na sali-wydukała,
W drodze do podziemnej sali treningowej rozmyślałam nad tym dlaczego ta dziewczyna tak się zachowuje. Zdaje się bać nawet mnie. Może ona wcale nie chce zostać asasynem? Może boi się zabijania?
Otrząsnęłam się z zamyślenia czując ból głowy. Przywaliłam w drzwi. Padłam na plecy.
-Sciurus?
Podniosłam się. Przede mną stał Pardus, ktoś na tyle ważny by by zaczerwienić się jak burak...przynajmniej jak burak.
-Co robiłaś na podłodze?-spytał patrząc jak otrzepuję ubranie z kurzu.
Zesztywniałam.
~Czy w ogóle warto odpowiadać?-spytałam sama siebie.
Jak zwykle spanikowałam w obecności Pardus'a. Miał zbyt duży wpływ na moją przyszłość. Jeśli nie zdam testu to...nie wiem co ze mną zrobi...znam położenie siedziby Ignis...Właśnie...co oni robią z tymi, którzy nie zdadzą.
Wyminął mnie. Głośno wypuściłam powietrze.
-Sciurus?-znowu zostałam nazwana wiewiórką.
-Mógłbyś czasem użyć mojego imienia...-westchnęłam-To chyba nie trudne!
Zasępił się. Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech.
-A mogłabyś mi je przypomnieć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz