czwartek, 19 lutego 2015

Od Ezry

Gdy w końcu białowłosy opuścił nas spojrzałam na Rosalin. Doprawy, przesadziła z tym całym "rodzeństwem". Jak można aż tak spoufalać się z obcymi?
-Można o ile mamy psychike na równym poziomie-stwierdziła Rosa niepytana. No tak, znów odzywa się jakby czytała mi w myślach. Spojrzałam w niebo. Rzeczywiście klimat tutaj zupełnie różnił się od regionu Winter. W tym miejscu idealnie widać było zielono-żółtą poświatę. Tymczasem w naszym rejonie pewnie zawitał już mrok oraz widoczne stawały się pierwsze gwiazdy. Mimo wszystko chciałam tam jak najszybciej wrócić. Nagle poczułam lekkie drgania powietrza. Za mocne na zwykły wiatr, za lekkie na rozłożyste skrzydła. Tristan.  Już po chwili obok mnie znalazł się dostojny, połyskujący złotem smok o śnieżno-białych piórach. Jak zawsze zjawił się gdy go potrzebuje. Podeszłam do niego delikatnie gładząc dłonią jego błyszczące łuski. Lubiłam ich gładkość. Ponownie wróciłam wzrokiem do Rosalin.
-Możemy w końcu wrócić?-zapytałam nieco oshle jednak z nadzieją w głosie. Jedyne co chciałam teraz zrobić to ponownie znaleźć się u boku króla ściskając rękojeść Certaofinusa. Dla kogoś może być to nudzące zajęcie, jednak ja wręcz je uwielbiam. To że mogę znajdować się tak blisko króla...To że na mnie polega...Chce żeby to nigdy się nie zmieniło.
-No nie wiem...W sumie to odwiedziłabym jeszcze parę miejsc-odparła z uśmiechem. Chyba żartuje...Nie ma nas długo. Wystarczająco długo. Racja król ma także innych podwładnych i nie wątpie w wadliwość jego ochrony nawet jeśli mnie nie ma, ale...-Tak, tak żartuje. Nie martw się Ezruś, możemy wracać!-powiedziała ze śmiechem. Dla wielu był on przerażający jednak po dłuższym okresie czasu da się do niego przywyknąć. Odetchnęłam z ulgą. Owszem w każdej chwili mogłam wrócić sama. Jednak gdyby Rosalin coś zrobiła wina leżałaby także po mojej stronie bo jej nie pilnowałam. Co prawda to ona jest starsza, ale...To dość skomplikowane. Z drobnym, niezauważalnym wręcz uśmiechem wsiadłam na Tristan'a. Nie czekałam długo nim smok zaczął lot. Będąc nad ziemią przyglądałam się mijanym krajobrazom. Rzeczywiście, nigdy wcześniej nie otwierałam się na resztę świata. Wystarczy mi nasze Winter. Nie ma potrzeby abym kiedykolwiek ponownie je opuszczała...Bynajmniej nie bez króla. Po wylądowaniu zręcznie zeszłam na ziemię. Nie zważając na to czy Tristan odleciał ruszyłam pośpiesznym krokiem w kierunku sali tronowej. To tam najczęściej przebywał król. Tempo mojego kroku było niespokojne. Dźwięk udania mojego obuwia o posadzke z każdą chwilą stawał się coraz szybszy. Chciałam wiedzieć czy królowi nic nie jest. Czy na pewno nic mu się nie stało. Szybko weszłam do pomieszczenia w którym ujrzałam króla siedzącego na swym wielkim tronie. "Na szczęście" przeszło mi przez myśl. Dopiero teraz zauważyłam obok mnie Rosalin. Czy także szła tutaj cały ten czas? Król widząc nas uśmiechnął się i podniósł z tronu.
-Wreszcie wróciłyście!-powiedział radośnie. Uwielbiałam patrzeć na jego uśmiech, roześmiane oczy...W końcu szczęście mojego władcy jest moim szczęściem. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Momentalnie pokłoniłam się z cichym stukotem uderzając jednym z kolan o podłoże. Moja głowa skierowała się jak najbardziej ku ziemi.
-Witaj Magna-powiedziała Rosalin także pokłaniając się.
-Wybacz za naszą tak długą nieobecność, wasza królewska mość-dodałam dalej zostając na ziemi. Nie śmiałam nawet drgnąć póki król się na to nie zgodzi. Prawdziwy rycerz nie może zrobić niczego bez zgody swojego władcy. Odezwać się, ruszyć, a nawet oddychać. Osoba nie przestrzegająca tych zasad i podająca się za rycerza nie może się nazywać tym mianem. Jest jedynie zwykłym śmieciem.
-Dobrze, dobrze odpuśćmy te wszystkie "formalności". Ezra wstań-nakazał beztroskim głosem. Mimo jego tonu najszybciej jak potrafiłam zastosowałam się do rozkazu. Po sekundzie stałam prosto z uniesioną głową-A teraz za mną. Mam nową niespodziankę!-dodał z tajemniczym uśmiechem, a następnie ruszył do jednej z komnat. Ruszając za nim spojrzałam na Rosalin. Wyglądała jakby świetnie wiedziała o co chodzi i powstrzymywała śmiech. Wszystko to było podejrzane, jednak nie wątpiłam w mojego króla. Gdy znaleźliśmy u celu królewska ekscelencja wskazał na sukienkę. Była to biała sukienka. Wyglądała jak śnieg który dopiero co spadł. Lekko połyskiwała w świetle panującym w pomieszczeniu. Miała zupełnie prosty krój. Drobne wycięcie na plecach zakończone było kokardą. Podobna do niej, jednak większa związywała całą sukienkę z tyłu. Choć nie było w niej niczego szczególnego miała w sobie coś co przyciągało wzrok. Trzeba było przyznać, że król miał świetny gust.
-Ezruś czyżby ci się spodobała?-spytała z wrednym uśmieszkiem Rosalin. Rzeczywiście była przepiękna jednak...To nie moja bajka. Jestem rycerzem który nigdy nie może ujawnić swojej prawdziwej tożsamości.
-Jest przepiękna, jednak...-chciałam kontynuować, ale król przerwał mi gestem ręki. Spojrzałam na niego pytającymi oczami. On posłał w moją stronę uśmiech, ściągnął sukienkę z manekina i podał mi ją.
-Idź i ją przymierz-nakazał. Zamrugałam dwa razy. Czy ja dobrze słyszałam? Nie chcę kwestionować zadnia króla jednak...Nie wiedzieć czemu po raz pierwszy w życiu zaniemówiłam. Po co miałam mierzyć sukienkę? Rosalin widząc moją reakcje od razu wybuchła demonicznym śmiechem. Król także cicho się zaśmiał jednak znów postanowił przemówić-Ezra, no dalej! Hm...Wiesz jak to założyć?-zastanowiłam się nad jego słowami. Tak właściwie dawno nie ubierałam tego typu ubrań. Ostatni raz byłoby to...10 lat temu.
-Nie jestem pewna. Przepraszam-odparłam poważnym tonem. Król zrobił minę jakby chciał powiedzieć "Za co przepraszasz?" i westchnął. Wyglądał jakby zamyślił się nad rozwiązaniem. Jak mogłam doprowadzić do tego aby mój władca musiał nad czymś się głowić? To okropne...
-Już wiem!-zawołał nagle więc mój wzrok od razu do niego wrócił-Nie chciałbym, aby ktokolwiek więcej dowiedział się o naszym "małym" sekrecie na temat mojego wiernego rycerza, jednak...Rosalin czy mogłabyś jej pomóc?

Rosalin, twoja odpowiedź?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz