piątek, 20 lutego 2015

Od Rei'a: Panienka w Bieli.

Rosalin, wbito nóż w plecy. Przepchnąłem się przez tłum. Zauważyłem Rosalin. Rosuś miała na plecach, ślad po dźgnięciu nożem. Podszedłem do niej a ona znów zwiesiła mi się na szyi.
-Reiuś! Co tu robisz?- Zapytała-Nie powinieneś być przy panience Yuzu?- Zarechotała. Śliczna krótka sukienka troszkę jej się poplamiła i porozrywała.
-Panienka Yuzu, odesłała mnie, żebym zostawił ją sam na sam.- Odpowiedziałem, dość pośpiesznie.
-Aha. Emmm a z kim?-Rosuś zachichotała po raz kolejny- Z jakimś uroczym szlachcicem?
-Heh... Akurat tym szczęściarzem, były czekoladki i fontanna białej czekolady, lodów o smaku mango i chyba... a tak, śmietanowym deserze z posypką owoców leśnych.-Zaśmiałem się rozbawiony, a Rosuś wraz ze mną, po chwili cały gwar na sali ucichł i nawet orkiestra przestała grać. Tylko my się śmieliśmy, jeszcze głośniej z powodu, że przez nas zapadła głucha cisza.Niechcący dotknąłem rany Rosalin. Spojrzałem najpierw na szkarłat na mojej dłoni potem na nią nie przestając się śmiać. Rosalin spojrzała na krew, ten widok obudził w niej demona śmiechu. Była od mnie trochę niższa.
-Ups, prawie zapomniałam- Powiedziała nie przestając się śmiać, Rosalia zarzuciła mi rękę na ramiona, zrobiłem to co ona.- A więc chodźmy muszę się przebrać- Krzyknęła a my ruszyliśmy w głąb korytarza. Zostawiłam ją w połowie drogi.
-Wybacz siostrzyczko ale, nie będę mógł ci towarzyszyć w dalszej podróży- Zaśmiałem się.- Muszę sprawdzić czy Panienka Yuzu nie zjadła całej czekolady.
-Rozumiem, braciszku powodzenia- puściła mnie i pobiegła dalej. Gdy szukałem panienki Yuzu, zobaczyłem ją z... jakimś młodym szlachcicem, blondynem, Miał ładne dziko-zielone oczy. Niestety panienka Yuzu nadal trzymała w dłoni pucharek z lodami tym razem były to na pewno lody jagodowo, truskawkowo, śmietanowe z dużą ilością bitej śmietany i trzema wisienkami na szczycie. ciekawe... Oooo ten szlachcic miał kucyka. Nie zauważyłem. No nic... miejmy nadzieje, że panienka Yuzu zrobi dobre wrażenie. Wszyłem przed zamek. Zimne ale przyjemne powietrze. Usłyszałem cichy chlupot, gdzieś koło fontanny. Oczywiście poszedłem zobaczyć, co się wydarzyło. Gdy tylko zobaczyłem... skamieniałem. Przy fontannie siedziała przepiękna dziewczyna. Miała zielonkawo niebieskie oczy, złote włosy, śliczną cerę, Przez chwile patrzyłem się tylko w jej przecudne oczy, i poczułem, że tonę. Była ubrana w śliczną prostą białą sukienkę, która podkreślała jej urodę. Dziwne uczucie wypełniło mnie i rozlało się po całym ciele. Poczułem lekki zawrót głowy. Dziewczyna dalej bawiła się lilią wodną. Spojrzała na mnie i tak patrzyła...

Minęła dość długa chwila zanim zdobyłem się na odwagę by przemówić.
-Wi-witaj -powiedziałem, zarumieniła się, ja raczej też. Ogarnęła mnie zakłopotanie. Kiedy ostatnio tak się zachowałem. - Mamy dziś prześliczny wieczór I ponownie zacząłem patrzyć w jej oczy.- I masz piękne oczy.- Powiedziałem niczego nieświadomy. Ona uśmiechnęła się? Miałem wrażenie jakby to było tak zwyczajne ale tak bardzo niezwykłe. Poprosiłem ją do tańca... Tak przy fontannie. Nie obchodzi mnie to teraz.
-J-jak się nazywasz?- Spytałem. Ona popatrzyła na mnie i bardzo cicho odpowiedział.Znalem skądś ten głos... ale nie wiem z skąd...
-Elis- Uśmiechnęła się znów ale od razu odwróciła głowę by to ukryć. Potem usłyszałem kilkakrotnie jej imię... ale wypowiadane przez...
-Reiś! Elis!-Krzyczała Rosalin. Nagle coś białego skoczyło na mnie i zaczęło drapać mą twarz. To była fretka... Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.... Tylko nie fretka.
-Ayami- Pisnąłem. mój czarny kot zjawił się natychmiast... i zaczął drapać i psuć mój piękny kucyk. Zamiauczała tak jakby ją ze skóry obdzierano. Miało najpewniej to znaczyć ,,Nie patrz się tak na nią zboczeńcu!'' I wpadłem do fontanny. Futrzaki uciekły gdy tylko dotknęły wody, a ja siedziałem teraz cały mokry, w fontannie. Rosuś, pomogła mi wstać. A Elis Rumieniła się, nie wiem dlaczego... Ale... chyba trochę ją rozbawiłem. Usłyszałem cichy chichot, taki słodki... taki... niewinny? Niestety bardzo... emm... smutny? To Elis się śmiała. Rosuś zbledła i musiałem ją podtrzymać, żeby i ona nie wpadła do fontanny. Zarumieniłem się trochę... dziwne. Kiedy ostatnio byłem ,,taki'' przy dziewczynie. Czy ja... Cz-czy... czy ja się zakochałem?


Elis, Rosuś... Dokończy któraś?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz