niedziela, 22 lutego 2015

Od Ezry

Nie wiem co we mnie wstąpiło. Czułam się zupełnie jakbym...Nie była sobą. I tak też się zachowywałam. W jednym momencie zapomniałam o dostojnej postawie, wyniosłym stylu mówienia, poważnej minie. Zupełnie jakbym za każdym razem nakładała na siebie bezuczuciową maskę, a teraz upuściła ją i zgubiła. Twarz mężczyzny stojącego na przeciw mnie zdawała się dziwnie znajoma, a zarazem niepokojąco obca. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Patrzyłam z uwagą na każdy detal. Ta twarz była...Idealna. Do rzeczywistości przywołał mnie znajomy głos. Wtedy też dotarło do mnie imię osoby stojącej przede mną. Rei...To jego spotkałyśmy parę dni wcześniej. Wszystko stało się jasne. To dlatego kojarzyłam jego twarz. Nim się spostrzegłam Fidus postanowił skoczyć ku niemu i już po chwili chłopak znalazł się w wodzie. Nagle w okolicy zabrzmiał cichy chichot. Z pewnością nie była to Rosalin, a tym bardziej Rei...Więc kto był osobą o takiej barwie śmiechu? Spojrzałam na Rosalin która które od razu zbladła. Ona także patrzyła na mnie. Czy to możliwe, że...Zatkałam jedną ręką swoje usta, a śmiech od razu ucichł. To...To niedopuszczalne! Jak mogłam pozwolić sobie na śmiech!? Powoli zapominam kim jestem! Rzeczywiście przez chwilę poczułam się tak...Beztrosko. Pomyśleć że chwilowo zdawało mi się nawet że Rei jest...Nie, nie! Nie mogę sobie zaprzątać myśli takimi rzeczami. Są one zupełnie nieistotne. Szybko i nerwowo podniosłam się. -Wybaczcie, ale...Muszę iść-powiedziałam pewniej, jednak dalej cicho. Następnie odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. Fidus natychmiastowo pognał za mną. Teraz jednak nie to było istotne. Zimny wiatr Nie mogłam zrozumieć całej tej sytuacji. Dotychczas myślałam że w moim życiu wszystko mi odpowiada. Dzisiejszego wieczoru poczułam jednak że jest inaczej. Zupełnie jakbym...Od początku życia miała jeden cel, a dopiero podczas realizacji go poczuła, iż czegoś jednak mi brakuje. Wróciłam do rzeczywistości gdy poczułam czyjąś dłoń ściskającą mój nadgarstek i równocześnie uniemożliwiającą mi ruch. Szybko obróciłam głowę w tył. Przede mną stała Rosalin. Na jej twarzy widoczne było równoczesne zdziwienie oraz lekki zmartwienie. Otwarła usta jednak powstrzymała się od wypowiedzenia czegokolwiek jakby zastanawiała się co powiedzieć. Stałyśmy tak przez chwilę w kompletnym bez ruchu.
-Ezra...Wszystko w porządku?-spytała po dłuższej chwili ciszy. Choć często traktuje ją jakby była tylko i wyłącznie moim problem w rzeczywistości wiele dla mnie znaczy. W końcu była moją jedyną prawdziwą przyjaciółką....I to od wielu lat. Ona jako jedyna akceptowała moje ambicje i nie wyśmiewała mnie.
-Wszystko jest dob...-zaczęłam mówić jednak w połowie mój głos się załamał. Poczułam dziwne duszenie w gardle. Mogłam jedynie ruszać bez sensu ustami nie wymawiając przy tym ani jednego słowa. Na policzkach poczułam coś wilgotnego. Przecierając delikatnie twarz spostrzegłam, że na moich dłoniach zostają przeźroczyste krople wody. To były łzy...Po raz pierwszy czułam się zupełnie bezradnie. Musiałam wyglądać żałośnie...Słabo. Tak nie zachowuje się rycerz...

Rosalin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz