Kolejna dziesiątka, a co za tym idzie? Kolejne smutne westchnienie Passer'a. Nie wiem o co mu może chodzić. Przecierz nie spudłowałam ani razu. W każdej z łuczniczych tarcz, na samym środku, widoczna była albo mała strzałka z miniaturowej kuszy, albo sztylecik. Uśmiechnęłam się smutno spoglądając na mały ostry przedmiot wbity w czerwone kółko na tarczy.
Odwróciłam się by spojrzeć w oczy nauczycielowi. Był w nich głęboki smutek. On pewnie też ma złe przeczucia.
-Cztery lata-uśmiechnął się, ale w jego oczach nie płonęły te wesołe ogniki co dziś na dachu-Cztery lata, a ja nadal nie rozumiem.
Skrzywił się. Nie spuszczałam z niego oczu. Nie musiałam pytać, sam mi to zaraz wytłumaczy. Na chwilę przestał krążyć po pomieszczeniu.
-Cztery lata, a ja nadal widzę to...-westchnął spuszczając głowę i wznowił swą bezsensowną wędrówkę po sali.
Żal było patrzeć na smutnego Wróbla. Również spuściłam głowę. Nie sądziłam, że aż tak przejmie się tym spotkaniem. Przez ten cały czas był dla mnie jak starszy brat. To dzięki niemu teraz żyję, jestem wolna...prawie wolna.
Podszedł do mnie, położył mi rękę na ramieniu. Gdyby stanął obok czubek mojej głowy sięgał by niewiele ponad jego barki.
-Jutro zadecyduje o wszystkim-powiedział przyciszonym głosem schylając się lekko.
Przy tej odległości musiałabym zadzierać głowę do góry by spojrzeć mu w oczy, ale spuściłam ją.
-Czy...-zawahałam się-Czy...czy to już koniec na dzisiaj?-podniosłam na niego wzrok.
Przez chwilę milczał patrząc na mnie smutno. Zmarszczył brwi.
-Tak...Sciu...-westchnął.
Przez chwile jeszcze mnie tak trzymał po czym odsunął się i odszedł na drugą stronę sali.
Ruszyłam ku drzwiom. Otworzyłam je. Będąc już po drugiej stronie zajrzałam jeszcze raz do pomieszczenia. Passer przeczesywał palcami włosy, był zdołowany. Usiadł na koźle i...zamknęłam drzwi.
Dwóch młodszych assasynów, w tym Passer, otworzyło dwuczęściowe drzwi. Do pomieszczenia, dumnym krokiem wkroczyła wysoka kobieta. Twarz miała drobną, policzki wydatne, skórę pomarszczoną. Ale strój miała tradycyjny, właściwy asasynowi. Nie miała żadnych ozdóbek, nawet kolczyka. Emanowała z niej inteligencja, powaga, spokój i oczywiście surowość. Przypominała mi surowe mięso dinozaura.
Wszyscy tegoroczni stali obok siebie, pojedynczo. W odległości mniej więcej metra od siebie. Ku swojej uciesze, a jednocześnie obawie, byłam najbardziej wysuniętą, na prawo od niej, uczennicą.
Podeszła do stojącego najbardziej po lewej chłopaka. Wyjrzałam zza rudowłosej dziewczyny by zobaczyć co się dzieje.
Zmierzyła go uważnym wzrokiem. Przewodzący jego nauczaniu Asaassyn podszedł do niech i podał jej kartkę. najpewniej były tam zapisane wszelkie uwagi dotyczące jego edukacji. Kobieta bez słowa przebiegła wzrokiem po kartce po czym rozpoczęła oględziny jego barków i ,,kaloryfera".
Salmo uchodził za najsilniejszego z nas. Świetnie też szło mu z szermierką, miał za to fatalnego cela.
Ku mojej uldze pokiwała głową. Lubiłam Salmo, nie był może zbyt inteligentny, ani bystry, ale dobry był z niego kolega i godny przeciwnik podczas wspólnych treningów.
Dalej poszło już gładko. Wielu przepuściła, wielu z pomarszczonym czołem odtrąciła ku rozczarowaniu uczniów i mentorów. Co raz bardziej się denerwowałam.
Kiedy doszła do rudej ta zarumieniła się. Zmartwiłam się widząc jak dziewczyna trzęsie się ze strachu. Stanowczo pokręciła głową. Wyraz twarzy dziewczyny był dziwny. Spuściła głowę, jej twarz wykrzywił dziwaczny grymas, z oczu popłynęły łzy. Pytanie tylko czy smutku czy też szczęścia.
Za zamyślenia wyrwało mnie głośnie chrząknięcie. Spojrzałam na nią, szybko jednak spuściłam głowę. Patrzyła na mnie bardzo surowym wzrokiem. Passer podszedł i podał jej wyjątkowo grubą teczkę. Wyraz twarzy kobiety stał się jeszcze bardziej krytykujący. Po raz pierwszy pod czas całego spotkania odezwała się.
-Sciurus-skrzywiła się. Jej głos był beznamiętny i dziwnie przerażający, nie mówiła głośno, ale i tak wszyscy na pewno dobrze ją słyszeli-Mistrzyni kuszy i wicemistrzyni szermierki.
To dało mi nikłą nadzieję, którą niestety szybko i brutalnie mi odebrała. O mało z resztą nie doprowadzając do płaczu.
-Mała Sciurus wyciągnięta przez Passer'a ze slumsów-jej głos był ,,słodki", prawie jakby mi współczuła- Mała Sciurus, która opuściła swą rodzinę i pobratymców pod murami Heat-słyszałam jak upada teczka podana jej przez Wróbla-Mała Sciurus-pochyliła się opierając się dłońmi o kolana i patrząc na mnie z dołu by spojrzeć mi w oczy-płakała chociaż za tatusiem? Za mamusią?
Zacisnęłam wargi w cienkie szparki. Powstrzymywałam się zarówno od płaczu jak i od wycięcia jej serca, którego najprawdopodobniej i tak nie posiadała.
Kobieta wyprostowała się. Poczułam jak wbija mi palec w brzuch, napotkała opór, dotknęła ramienia, opór. Wyraźnie irytowało ją, że nie może znaleźć czegoś czego mogłaby się przyczepić. W końcu jednak coś znalazła.
-Figura-mruknęła.
Podniosłam wzrok, zamrugałam lekko zaskoczona. Widząc mój wyraz twarzy uśmiechnęła się jadowicie.
-Naprawdę?-zwróciła się do stojącego z tyłu Passer'a-Było ją dać do alfonsa-jej głos był co raz bardziej kpiący-Względnie...
Alfonsowi? Za kogo się ta jędza uważa?!Nie dałam jej dokończyć.
-Naprawdę?-powiedziałam głosem z udaną nadzieją-Naprawdę tak pani myśli?-spojrzałam jej w oczy-Tak...ale pani do by już nie przyjął.
W jej oczach zapłonęły ogniki. Usłyszałam szmery. Wokół słyszalne były szepty.
-Hmm-zmierzyła mnie pogardliwym wzrokiem-Właśnie zamknęłaś sobie drogę do świetlanej przyszłości, Sciuris ze slumsów.
Długo patrzyła mi w oczy. Nie zamierzałam ich spuszczać wzroku. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu poczułam do kogoś nienawiść.
~Wypatroszę cię-pomyślałam-Poodcinam ci po kolei palce, wydłubie oczy-zmrużyłam oczy Wypatroszę jak świnię, którą jesteś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz