czwartek, 19 lutego 2015

Od Rei'a

    Panienka Yuzu była zachwycona Rosalin. Uśmiechnęła się i uciekła znów... Eh... co ja z nią mam? Uśmiechnąłem się w podzięce do Rosalin. Miło, że jest wyrozumiała, panienka Yuzu... jest jeszcze bardzo młoda. Sięga mi do... ramion? No tak mniej więcej. Oczy ma koloru wrzosów, nosek jest mały i smukły troszkę zadarty do góry. Usta, są dość smukłe.. wąskie. Mocno nasycone czerwienią. Często się śmieje. Skórę na twarzy pod oczami pokrywają rozległe różowe rumieńce. Skórę ma bladą, ale zdrową. Włosy zaplata w warkocz który zazwyczaj przewiesza sobie przez ramie, ten warkocz... jest długi... tak długi że sięga jej aż za biodra. Włosy ma jasno brązowo złote. Uwielbia przyrodę, koty i konie. Gustuje w barwach i jasnych fioletu i granatu. Ma jeszcze kokardę, liliową ale to drobny szczegół. Czasami nie zachowuje się jak panienka, ale jest dobrze wychowana. Mam szczęście, że trafiłem właśnie na nią. No cóż. Ma charakter dość buntowniczy. Nie jest przesądna. Spojrzałem jeszcze raz na Rosalin.Była to śliczna białowłosa dziewczyna, nie byłem w stanie określić koloru jej przecudownych oczu. Była dość... em jak by się tu wyrazić. Zgrabna. Miła ładną twarz i przyjemny odcień skóry. Emm... Rycerza najpewniej też bym opisał gdyby choć na chwile nie udawał sardynki i wyszedł z tej puszki otwierając się na świat. Ale nie to nie. Zawiał mocniejszy wiatr, i zwiał kolorowe liście na okno, panienka bez zastanowienia skoczyła na stół otwierając okno.
-Panienko, mamy gości, czy mogłabyś choćby troszkę kulturalniej się zachowywać- Stwierdziłem, wydając z siebie dość przeciągły i głośny jęk.
-Wiem Rei, ale czemu mam ukrywać tym kim jestem, nic na to nie poradzę. Lubie być- Zastanowiła się chwile po czym uśmiechnęła się i odpowiedział- Sobą.
Rosalin zachichotała. Rycerz najwyraźniej, troszkę znudził się tą sytuacją. Dlaczego nie odleci? Czyżby pilnował Rosali?
-Dobrze panienko, nie będziemy panience przeszkadzać, pójdziemy już- Rosa powiedziała to... ładnie? Czy można powiedzieć coś ładnie? Nie wiem.
-Och... no tak pewnie macie dużo do przygotowania- Zamyśliła się panienka Yuzu.- niech chociaż Rei, was odprowadzi taka ma wola- Zrobiła poważną minę a potem zachichotała. Zeskoczyła ze schodów i wróciła do swojego pokoju. Wyszliśmy na zewnątrz. Było trochę zimno... Odprowadziłem siostrę i jej przyzwoitkę płci męskiej, pod... las... tak las...
-To do zobaczenia Rosuś!- Pomachałem panience w białych włosach. Uśmiechnęła się i wsiadła na swojego ślicznego ogromnego trochę przerażającego wilka ze skrzydłami. Odmachała mi.
-Do zobaczenia Reiuś!- Przyzwoitka w puszce z piorunowała ja wzrokiem... nie podoba się chyba jemu... co wyprawia jego...... em właśnie... przyjaciółka? Gdy wróciłem przyrządziłem kolacje coś tam robiłem nie, nie chcę mi się tego opisywać. Wieczorem, gdy na niebie był już księżyc a na zachodzie malowała się piękna zielono-żółta poświata. Usiadłem na parapecie, mojego okna, boso... Może ten rycerz to tak naprawdę dziewczyna... kto wie. Ale to już nie moje sprawy, i nie mam zamiaru się wtrącać. Chciałbym tylko poznać ją bez tej puszki. Ayami, z znikąd pojawiła się koło mnie, otarła o mój bok i wymruczała coś w stylu ,,chciałbyś z kimś się związać tak na serio?'' Ona chyba czyta mi w myślach.

I jak tam panie? Bezpiecznie doleciałyście?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz