Razem z Ezrą poszłam do wioski, gdzie chciałam o coś spytać. "Ta która przemawia"... Słyszałam o niej nie raz w trakcie moich podróży i wszelkich misji, w tymże rejonie. Obiło mi się o uszy, że była dziewczyna, która umiała zobaczyć i usłyszeć duchy bez "więzi". Normalnie nie powinno być to możliwe, ale podobno jest z klanu Vita... Słyną z najwybitniejszych magów naszego świata. Jest jedną z niewielu osób, które mają na starcie mój szacunek. To były tylko plotki, więc nie miałam pewności czy są prawdziwe. Gdy szłam do drzwi jakiegoś domu, Ezra była nadzwyczaj gadatliwa...
- Po co tam idziemy? Nie może wrócić? I tak nas tu nie chcą, więc czemu? - zadręczała mnie. Odpowiedziałam jej krótko "Bo chcę wiedzieć. Możesz wrócić." i zapukałam do drzwi. Otworzyła mi kobieta w podeszłym wieku oraz zadała pytanie, czego chcemy.
- Miałabym pytanie czy w tym lesie naprawdę mieszka Qui Loquitur? Znana jako Kage Roven? - odpowiedziałam pytaniem. Dama skinęła głową, a ja pożegnałam ją i ruszyłam w stronę lasu, ignorując narzekania Ezry. Gdy pragnęłyśmy przekroczyć rzekę, natknęłyśmy na niedźwiedzie. Nagle pojawiła się "Ta Która Przemawia". Zadałam jej pewne pytanie i przeskoczyłam rzekę. Z niewidocznym zawstydzeniem, pokłoniłam się lekko przed nią.
- Niezmiernie mi przykro. Liczę, że ty i twoi przyjaciele wybaczycie mi mą głupotę i nietaktowność - przeprosiłam. Chciałam się odwrócić i odejść nie czekając na jej odpowiedź, lecz coś mnie powstrzymało. W jednej chwili, obok mnie, pojawił się białowłosy chłopak. Kot, najpewniej jego duch, przytulał się do Kage, a potem do mnie. On zaczął się psychicznie śmiać, a ja uczyniłam ponownie. Tak dla psychozy, przytuliłam go.
- Witaj siostro - powiedział.
- Witaj bracie - zaśmiałam się. Ezra pewnie, jak zwykle w takich sytuacjach, patrzyła się na mnie.
- Ale ty nie masz rodzeństwa - stwierdziła swoim cichym głosem. Musi uważać, lepiej aby mój "brat" nie dowiedział się o jej sekrecie.
- Ale możemy to sobie wmówić - uznaliśmy w tym samym momencie. Jak to się skończyło? Kolejny śmiech. Brzmimy, jak dwa demony. No cóż! Niech tak pozostanie!
- Jestem Rosain - przedstawiłam się w końcu.
- Witam księżniczko, jestem Rei - śmiałam się głośniej po słowie "księżniczka". Ja księżniczką? Nawet nie w snach! - Kymm… Ten to nie wypada tak przy damach i… rycerzu stać tu bezczynnie. Czy może… Zapraszam do mojego domu, oczywiście jeśli chce któraś z was nie jeśli nie od razu się stąd wyniosę - stwierdził chłopak.
- Jesteśmy tu nie mile widziani, więc lepiej chodźmy stąd. Ezruś~! Chodźmy już! - zawołałam ją. Usłyszałam jej westchnienie, ale mimo to, ruszyłyśmy za chłopakiem. Po drodze trochę z nim rozmawiałam. Jako psychopaci mamy naprawdę wiele wspólnego. W końcu dotarliśmy do dość okazałego domu. Popatrzył na mnie, jakby licząc, że powiem coś w stylu "Niesamowite". Budynek faktycznie był imponujący, lecz mniejszy i mniej okazały od zimowego zamku. Wybiegła do nas młoda dziewczyna. Wyglądała na panienkę Yuzu, król mi ją opisywał. Ezra zapewne widziała, gdyż bywała w zamku, jeszcze przed moim pojawieniem się tam. Spojrzałam na moją towarzyszkę, jakbym próbowała spytać czy to ona. Skinęła niemal niewidocznie głową.
- Witam! - powiedziała z uśmiechem. Lekko się pokłoniłam.
- Miło mi Cię w końcu poznać, panienko Yuzu - odpowiedziałam jej. Dziewczyna w zbroi, również złożyła delikatny pokłon. Zastanawiam się, jak ona wytrzymuje w tym żelastwie... Zaprosili nas do środka. Dostrzegłam wiadomość, którą pan kazał mi wysłać. Było to zaproszenie na bal i to na mnie spadł obowiązek pisania oraz wysyłania liścików. Panowała cisza.
- Dostała już panienka, jak mniemam, zaproszenie na zimowy bal? - zadałam pytanie, aby rozpocząć jakąkolwiek konwersację z naszymi gospodarzami.
- Och, tak. Skąd wiedziałaś? - nie przestawała się uśmiechać, podczas, kiedy ja miałam trochę obojętną minę. Ach, ciekawie, nie powiem.
- Oczywiście, iż wiem. Osobiście wszystkiego dopilnowałam - odpowiedziałam na jej pytanie.
- Służysz królowi Heimes'owi? Nigdy nie widziałam cię w zamku. Chociaż nie byłam tam już jakieś dwa lata... - powiedziała nieco nieśmiało, lecz nadal z uśmiechem.
- Służę tam od dwóch lat. Ja również nie miałam okazji panienki poznać - odparłam swobodnie, jednak nie przesadzałam z tym. Koniec, końców, to nadal szlachcianka. Muszę uważać na to, co mówię. Gdybym się zapomniała... Cóż by była to za hańba! Jaki wstyd!
- Och, mogłabym wam pokazać moją sukienkę? - zadała pytanie z pewniejszym uśmiechem. Skinęłam głową, jakby na złość Ezrze. Panienka poszła ubrać suknię.
Ezra? Dokończysz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz