-Kim jesteś? - zapytała mnie dziewczyna.
-Idźcie stąd - odpowiedziałam patrząc się na człowieka w zbroi.Zobaczyłam że podleciał do niego jeden z naszych zwiadowczych wróbli.Zaczął się jej przyglądać. ,,To nie mężczyzna", powiedział.A więc kobieta w zbroi...ciekawe.
-Powiedz kim jesteś -upierała się dziewczyna.
-Qui Loquitur -powiedziałam- a teraz idźcie.
-,,Ta Która Przemawia" -odpowiedziała- Jestem Rosalin,a to Ezra.
-Nie potrzebujemy imion obcych.
-,,My"? -zapytała Rosalin.
-Radzę Wam nie zostawać tu gdy już odejdę. Sarcina* nie lubią obcych -powiedziałam i gwizdnęłam na sforę.Wsiadłam na grzbiet Zen'a i przekazałam reszcie aby udali się z powrotem w głąb lasu.Po dotarciu do mojego domu wspięłam się po prowizorycznej drabinie,do lecznicy dla ptasich duchów. Po opatrzeniu wszystkich pacjentów zeszłam na dół aby wykonać zadanie z wioski. Miałam wyplatać koszyki. Poprosiłam o pomoc kilkoro małpich duchów,są w takich sprawach bardzo zręczne.Nie powiem że żyje mi się bardzo łatwo.Codziennie dostaje po kilka zleceń z klanu,muszę opiekować się 5 oddziałami lecznicy i jeszcze użerać się z obcymi.Gdy skończyłam dziesiąty kosz,postanowiłam odwiedzić niedźwiedzie. Miały zacząć przygotowania do zimowania.Lekko stąpając ruszyłam malowniczą ścieżką Lasu Wielkiego Pana.Zastanawiając się po raz kolejny nad powodem zapadania snu na ,,zimę" nawet nie zauważyłam że dotarłam na miejsce jaskiń.Nagle usłyszałam że od strony żerowiska na rzece odgłosy warczenia.Skinęłam na Zen'a wraz z sarciną i pobiegłam.Zobaczyłam że po przeciwnej stronie strumienia stały Rosalin i Ezra razem z ich duchami i wilkiem.Chyba chciały przejść na drugą stronę,jednak odcinała ich gromada niedźwiedzi.Wskoczyłam na kamienie i wkroczyłam między olbrzymy. Popatrzyły na mnie z rezygnacją.Chyba na prawdę chciały zapolować.
-Przepraszam Ferre **,ale nie mogę Wam pozwolić splamić krwią Naszego Lasu -powiedziałam spokojnie.
-Halo? -zapytała Rosalin- Jesteś tu?
Rosalin?
*Sarcina - Sfora
**Ferre - Niedźwiedzie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz