-Co ci Rei?- Zapytała panienka wychylając się przez okno. Swoje piersi oparła na parapecie tak, że uwypukliły się i zamieniły w dwie bułeczki. Zakryłem oczy. Ach ta panienka. Czy ja to nigdy nie znudzi.
-Panienko czy łaskawa byś była w coś się ubrać zanim pokarzesz się swojemu biednemu słudze?
-Emm po pierwsze, nie mam się w co ubrać, wszystko śmierdzi- Wskazała na stertę ubrań.- Po drugie nie jesteś moim sługą tylko wojownikiem albo podwładnym. Po trzecie, wolałbyś bym zjawiła się nago? Myślałam, że już naoglądałeś się w swoim, życiu nagich kobiecych ciał.- Szczera do bólu.
-Niech panienka nawet o tym nie myśli! Wie panienka, że zachowuje się niewłaściwie? To, że panienki rodzice zgodzili się by panienka zamieszkała osobno w tym domu to nie znaczy, że panienka może się tak zachowywać.
-Tak..Tak..- Powiedziała ospale, -idę coś przeprać na dworze a ty w tym czasie zrób śniadanie.
-Panienka nie musi, pojadę zaraz do miasta i kupie jakieś rzeczy panience. Ayami dotrzyma panience towarzystwa. Ayami!- Zawołałem ją. Ona zjawiła się już po chwili. Usiadła na parapecie. I zamiauczała coś w stylu ,,no już idź po te ubranie’’. Wstałem z tego koryta i powędrowałem do stajni.
-Nie chciałbyś może się przebrać Rei? Jesteś mokry- Zawołała panienka.
-Niech się panienka nie martwi nie jestem z cukru i się nie roztopię.
Na Mieście
W ręku trzymałem już sukienkę dla panienki ale postanowiłem jeszcze kupić jej suknie balową. Mam przeczucie, że nadchodzi jakieś bardzo ważne wydarzenie w moim, życiu i oczywiście szykuje się też bal… Chyba. Po powrocie do domu omal mnie nie oślepiono. Wszystko się błyszczało i wyglądało tak ślicznie i takie tam, wpadłem do pokoju i zastałem bardzo dziwny widok. Panienka Yuzu składała wyprane ubrania a Ayami myła okno, raczej wycierała. Miała do łapek przywiązane jakieś skrawki materiałów.
-Cóż to za okazja?- Zapytałem radośnie- Czy wy chcieliście bym umarł na zawał!
-No cóż, to był pomysł Ayami- Powiedziała panienka. Eh… Ayami ty podstępna kocico jak to zrobiłaś!?
-Dobrze- Przykląkłem przy panience pokazując jej sukienkę. Jak wyglądała? Była biała, w tali miała naszytą koronkę, i purpurową wstążkę. Rękawy były krótkie zakrywały tylko panience ramiona, każdy z rękawów był obszyty koronką, i wstążeczką. Sukienka sięgała trochę za kolana. – Chciałabyś może przymierzyć? Mam jeszcze jedną niespodziankę panienko.
-Ojej dziękuje- zabrała mi z rąk sukienkę z rąk i pobiegła do… właśnie gdzie pobiegła? Nie ważne. Podszedłem do Ayami. Zdjąłem jej złap ściereczki.
-Jak tyś to zrobiła podstępna kocico?- Zapytałem. Znów zamiauczała ,,Każdy ma swoje sposoby’’ –Acha… ej wiesz myślałem ostatnio nad takim tekstem ,,moja strzała miłości przebije wszystko’’ Heh niezłe?- Ayami, przewróciła oczami i uderzyła się łapą w czoło.- No dobra choć, idziemy zrobić śniadanie. – I poszliśmy do kuchni. Gdy śniadanie było już gotowe, zeszła panienka w białej sukience.
-I jak?- Zapytała się.- Ładnie wyglądam?
-Bardzo ładnie panienko, ale naleśniki czekają. – Obróciła się jeszcze kilka razy, i przysiadła do stołu. Zjadła dość łapczywie. Gdy skończyła jeść, przez otwarte okno wleciał biały gołąb. Przy nóżce miał małą karteczkę. Panienka Yuzu, złapała gołąbka, odwinęła liścik i wypuściła go. Przeczytała na głos.
-Zapraszam na zimowy bal w zamku w rejonie Winter. – Potem szemrała coś pod nosem. Podskoczyła z zachwytu.- To już za trzy dni! Licząc ten! Rei! Zabierzesz mnie! Proszę proszę proszę?!
[07:40:03] Rei Akatu: -To mój obowiązek- Powiedziałem, zrobiła rozmarzoną minę.- Twoja suknia balowa jest w twoim pokoju wraz z wstążkami i pantofelkami. Ja muszę iść zapolować.
-Dobrze to idź nie rozwalę domu podczas twojej nieobecności Rei. –uśmiechnęła się a ja wyszedłem z Ayami na ramieniu. Słyszałem o jakimś Lesie Pana czy co. Warto by się wybrać i zobaczyć co tam jest. Zarzuciłem łuk na plecy i powędrowałem, miałem nie daleko bo mieszkałem w tym rejonie.
W Lesie
Zgubiłem Ayami, jak zawsze. Ach ta kocica. Usłyszałem jakieś miauczenie i pomrukiwanie. Pobiegłem tam, stadko niedźwiedzi stało sobie nad czymś. Przeskoczyłem je zwinnie, i moim oczom ukazały się dwie białowłose panie. Ayami tuliła się do jednej z nich która wyglądała na starszą od mnie. Stał też tam rycerz. Kiedy się pojawiłem… Zaczął patrzeć się ciągle na mnie co wydało mi się trochę dziwne. Ayami podeszła do drugiej białowłosej i zaczęła się ocierać o jej stopy. Niedźwiedzie trochę znudzone odeszły gdzieś indziej. Roześmiałem się swoim jak najbardziej psychicznym śmiechem. Ayami syknęła i skoczyła mi na ramie. Pani białowłosa chyba młodsza od mnie też zaczęła się śmiać. Jej śmiech był bardzo zbliżony do mojego ale z bardziej dziewczęcym głosem. Hah chciałem ją przytulić tak dla psychozy ale ona mnie uprzedziła. Śmieliśmy się razem niczym dwa świry.
-Witaj siostro- Powiedziałem.
-Witaj bracie- Zaśmiała się. Rycerz w zbroi popatrzył na panią która mnie do siebie tuliła.
-Ale ty nie masz rodzeństwa- Rycerz… Em miał dość cichy głos, no i trochę dziewczęcy… Nie winem może ma coś z krtanią.
-Ale możemy to sobie wmówić- Powiedzieliśmy oboje i znów to rozpętało huragan śmiechu.
-Jestem Rosalin- Przedstawiła się dziewczyn.
-Witam księżniczko, jestem Rei.- Śmiała się głośniej już po słowach ,,księżniczko’’ Pani druga białowłosa patrzyła z niedowierzaniem. Emm a rycerz pewnie myślał ciągle o tym co się wydarzyło. Ale cóż. Takie życie. W końcu znalazłem kogoś kto mógł mi zastąpić rodzeństwo. –Kymm… Ten to nie wypada tak przy dama i… rycerzu stać tu bezczynnie. Czy może… Zapraszam do mojego domu oczywiście jeśli chce któraś z was jeśli nie od razu się z tond wyniosę.
Panie rycerzu? Panno Rosalin? Panienko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz