- Już dobrze - stwierdziłam pocieszająco. Tak, ja się martwię. To jest najdziwniejsza noc tego stulecia. Ezra nie mogła przestać. Pomijając resztę tej pogiętej nocy... Za kilka dni Wielkie Zebranie! Będę musiała znów się spotkać z tą starą, irytującą, wypominającą, głupią kobietą! Po prostu świetnie!
Kilka dni później
Wszystko, co miało miejsce w trakcie balu, jakoś ucichło. Kończyłam pakować moje rzeczy na wyjazd. Nie zajęło to długo, bo nie było tego dużo. Zapakowałam rzeczy oraz siebie na Fumus'a. Ezra w zbroi stała obok mnie patrzyła się... Trudno określić jej sposób patrzenia w tamtym momencie. Powiedzmy, że przyglądała się mi z politowaniem.
- Nadal uważam, iż nie powinnaś tam jechać sama - stwierdziła swym suchym tonem.
- Spokojnie. Tam mam większy autorytet, niżeli tutaj - odparłam pewnie. Nie zważając na to, co mówi dalej, poleciałam w drogę. Niebo było czyste, niemal bezchmurne. Przede mną długa droga... Muszę przelecieć przez prawie całe Summer...
Trzy dni później
Nareszcie dotarłam! Jak się cieszę! Ruszyłam w stronę ogromnego budynku z cegły mieszczącego się w środku lasu. Przeciągnęłam się po długiej wyprawie, a Fumus i Kasai szli powoli za mną. Po kilku minutach byłam już na miejscu. Usłyszałam szelest w krzakach. Wyciągnęłam broń i odwróciłam się w tamtym kierunku.
- No proszę kogo my tu mamy? - spytał ze złośliwym uśmiechem chłopak. Jak ja go nienawidzę...
- Kto by pomyślał, że nie opuścisz tego spotkania, Ezreal! - odpowiedziałam złośliwie. Syknął zdenerwowany. Kim jest Ezreal? To osoba, której absolutnie nienawidzę. Od roku ma tak samo wysoką pozycję w klanie, co ja. Od jakiegoś roku ze sobą bez przerwy rywalizujemy. Po chwili z krzaków wyszła dziewczyna, niesamowicie podobna do Ezry... Chwila, czy to jest...
- Przerywając naszą wspaniałą rozmowę, kto to jest i czy przypadkiem nie ma na nazwisko Fate? - powiedziałam na jednym oddechu. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Tak, ma tak na nazwisko. To moja siostra, co cię to obchodzi? - zapytał podejrzliwie. Co?! TO jest brat Ezry?! Żartujecie sobie, prawda!? Prawda?!
- Żartujesz sobie?! TY jesteś jej bratem?! - krzyknęłam na cały głos.
- Co? Czyim bratem? - spytał zdezorientowany.
- Ezry! Jak wy mogliście zrobić jej coś takiego! Nie! Mam kolejny powód do nienawidzenia cię! - stwierdziłam i pobiegłam na spotkanie. Pierwsze, co rozpoczęło spotkanie? Oczywiście temat uczniów. Na środek wyszła młoda blondynka. Natychmiast zaczęły padać pytania o nią.
- Co z nią zrobimy? Wie, gdzie są nasze kryjówki... - mówił jeden.
- Należałoby wykonać egzekucję - uznała kobieta, której nie cierpię. Wszyscy się z nią zgodzili. Wstałam zirytowana z miejsce, a wszyscy w sali spojrzeli na mnie. Widziałam teczkę z jej umiejętnościami i uwagami na jej temat. Ma ogromny talent.
- Egzekucję!? Kto jej pozwolił decydować o tym czy kobiety zostają assassynkami?! Wszyscy wiedzą, że zaczęła tak oceniać od śmierci mojego ojca i mistrza oraz obwinia mnie za jego śmierć! Im dziewczyna jest bardziej podobna i ma większy talent, tym większa pewność, iż odrzuci tę dziewczynę! Powinna zostać przyjęta! - zdenerwowana wykrzyczałam na całą salę. Nastała cisza, a po chwili było słychać jakieś szepty. Ezreal wstał nagle z miejsca.
- Zgadzam się z nią - powiedział lekko obojętnym głosem. On się ze mną zgadza...? Z tym obojętnym tonem naprawdę przypominał Ezrę. - Czy serio ktokolwiek z tutaj obecnych sądzi, że ona nie ma zadatków ani predyspozycji by być assassynem? - dodał pytanie. Znów nastała głucha cisza. Było im głupio się odezwać. Chrząknęłam, zwracając na siebie uwagę.
- Wracając, najlepszym argumentem za tym, że zasługuje na bycie assassynką, jest zgoda moja wraz z Ezrealem. Wszyscy wiedzą jak złe relacje nas łączą - argumentowałam. Znów było słychać szepty "Przecież oni zawsze się kłócą... Coś musi być na rzeczy" i tego typu.
- W tej sytuacji, mamy dla ciebie propozycję - stwierdzili zgodnie. Spojrzałam na nich pytająco. - Weź ją na okres próbny. Jeśli się sprawdzi do następnego spotkania, przyjmiemy ją podczas następnego zebrania - oznajmili. Zgodziłam się. Pominę resztę zebrania, gdyż była nudna. Po jego zakończeniu, chłopak, z którym wiecznie się spieram, podszedł do mnie.
- Co wiesz o Ezrze? - zażądał wyjaśnień natychmiastowo.
- Mamy tego samego pana. Sprowadził mnie, bo jestem jej jedyną przyjaciółką. Precz ode mnie - powiedziałam na jego pytanie. Chciałam już odejść, ale zawołał nas ktoś z najważniejszych osób w naszej radzie. Wyjaśnił, że musimy współpracować, aby utrzymać nasze pozycje. To będzie ciekawe...







.jpg)

