czwartek, 2 lipca 2015

Od Kage

Małą , zagubioną dziewczynkę nazwałam Hana. Była bardzo pracowita i miała dobre podejście do duchów. Czasem zauważała więcej rzeczy ode mnie. Była cudownym dzieckiem. Całymi dniami biegała po lesie ,śmiała i bawiła się wraz z małymi spiritami. Nocami męczyła mnie abym opowiadała jej o Lesie, i duchach oraz wszystko co wiem. Chłonęła wiedzę jak gąbka. Nim się spostrzegłam byłam do niej bardzo przywiązana. Może to dlatego że była taka jak ja lub to tylko moje własne doświadczenia pchnęły mnie abym okazała jej współczucie. Tego dnia patrolowałyśmy razem z Sarciną środkowy Las. Dzisiaj postanowiłam pokazać jej najcenniejszy skarb całej Macarii. Drzewo Życia. Centrum energii wszystkich żywych istot na Ziemi. Umożliwia duchom przebywanie w Lesie Pana oraz nadaje każdemu wyjątkowe moce. Potrafią szybko biegać, skakać, teleportować się i wiele innych. Zawdzięczam mu swoje umiejętności, oraz życie. Gdy Hana zobaczyła Dolinę Pustki, czyli miejsce gdzie znajduje się Drzewo Życia, zaniemówiła. Patrzyła na wiszącą skałę i umiejscowiony na niej pień z błyskiem w oczach. Ze ścian spływały liczna wodospady i korzenie innych roślin. Był to najpiękniejsze miejsce na świecie. Jednak nie pasowało mi coś w tym pięknym krajobrazie. Gdybym dokładniej przyjrzała się liściom lub trawie od razu bym to zauważyła. Coś się stało z Drzewem Życia. Puściłam rękę Hany i na boso weszłam do wody otaczającej wysepkę. Wokół moich stóp zaczęły zbierać się małe podwodne duszki. Woda jaśniała od kroków. Dosłownie. Przynajmniej powinna... Tym razem nie pulsowała białym światłem. Mąciła się jak zwykła woda. Przyspieszyłam kroku ale muł zatrzymywał moje nogi. Wsparłam się o kostur i szłam dalej. Byłam kilka metrów od brzegu gdy z pod wody wystrzeliły korzenie. Była zaszokowana i nie potrafiłam się ruszyć. Próbowałam osłonić się laską jednak było ich za dużo. Usłyszałam ryk. To do pomocy mi rzuciły się duchy zwierząt z Lasu. Nakazałam Zen'owi zabrać stąd Hanę. Nic chciałam żeby coś jej się stało. To niesłychane żeby Dolina Pustki się tak zachowywała... Z oporem dotarłam na wyspę. Dokładnie obejrzałam korzenie zwisające ze skały. Były wyschnięte, liście żółkły na czubkach, a z pnia odpadała kora. Drzewo Życia umierało. Jak najszybciej potrafiłam przedostałam się na drugą stronę brzegu. Wsiadłam na jednego z ferre i poprosiłam aby zabrał mnie do domu. Nic nie wyjaśniając Hanie wsiadłam na Zen'a i wyruszyłam do Króla Maunuts'a. Nie zastawszy go w zamku poleciłam Zen'owi udać się do Króla Heimes'a. Z nadzwyczajną szybkością lisiego ducha znaleźliśmy się pod bramą zamku już po godzinie. Zsiadłam z jego grzbietu i wzięłam Hanę za rękę. Weszłam do korytarza prowadzącego wprost do sali tronowej. Nie miałam najmniejszego problemu ze strażnikami. Widząc kobietę z ogromnym lisem powinni się domyślić kim jestem. Jedyną osoba która wymierzyła we mnie swoje ostrze była młoda dziewczyna w zbroi.
- Kto idzie? - zapytała.

Ezra?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz