czwartek, 2 lipca 2015

Od Ezry: Tajemnicza rozmowa...

Z dalej uniesionym mieczem wpatrywałam się w kobietę stojącą na przeciwko mnie zimnym spojrzeniem. Moje pytanie nie było ani trochę potrzebne, w końcu zdawałam sobie sprawę z tego kim jest. Mimo to tak nakazywały zasady obowiązujące rycerza i miałam zamiar się do nich stosować zawsze. Odpowiedzi jednak nie uzyskiwałam przez jakiś czas. Jedyne co mogłam dosłyszeć to głucha cisza. Ignorując moje lekkie zniecierpliwienie dalej nie miałam zamiaru poluźnić chwytu, którym utrzymywała rękojeść Certaofinusa. Teraz dopiero zastanowiłam się dlaczego mogła iść przez zamek i nikt jej nie zatrzymał. Żadnych ulg nie powinien mieć nawet ktoś taki jak ona, właściwym zachowaniem byłoby doprowadzenie ją tutaj przez straży. Trzeba być przygotowanym na wszystko, co jeśli na przykład ktoś jedynie udawałby ją zmieniając wygląd swój i swojego transportu jak mniemam? Nie było jednak czasu aby myśleć o tym w momencie. Postanowiłam jedynie, że potem omówię to z całą resztą floty królewskiej, po to by tego rodzaju sytuacja nie powtórzyła się. Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki.
- Ezra, opuść miecz - nakazał mi świetnie znany głos. Jego brzmienie było niezwykle przyjemne dla ucha. Kryła się w nim zarówno powaga jak i swego rodzaju troska. Tylko jeden znany mi mężczyzna posiadał tak niesamowity głos. Dlatego też za jego poleceniem schowałam Certaofinusa do pokrowca przypiętego przy moim pasie. Następnie sztywno odwróciłam się oraz uklękłam przez królem Heimesem spuszczając głowę. Król wyminął mnie i dopiero po chwili spostrzegłam ruch jego ręki, który rozkazał mi się podnieść. Posłusznie uniosłam się, jednak pozostałam na miejscu.
- Co cię do mnie sprowadza, Qui Loquitur? - zadał pytanie tonem, który mimo, że dostojny i władczy, miał w sobie także niezwykle spokojne i miłe brzmienie. Nigdy nie odkryję jak król uzyskuje tego typu ton. W końcu sama zawsze pozostaje tylko i wyłącznie przy jednym - bezuczuciowym i niskim. Nie powiem, iż nie zaciekawiła mnie cała ta sytuacja. Nie dałam jednak tego po sobie poznać i wraz z królem wyczekiwałam na odpowiedź.
- Oddaj mi Czwartą Księgę Sancti Spiritus - rzekła bezpośrednio. Zastanowiłam się nad tym czy kiedykolwiek słyszałam tego rodzaju nazwę. W mojej głowie pozostała jednak kompletna pustka. Sądziłam, że wiem o tym królestwie oraz rzeczach znajdujących się w nim wszystko. Najwidoczniej myliłam się, ale skoro władca uznał, iż nie powinnam o tym wiedzieć tak najwidoczniej musi być. Spojrzałam ukradkiem na twarz króla. Zdawało pojawić się na niej niemałe zdziwienie. Po chwili jednak jego wzrok jak i cały wyraz stał się poważniejszy.
- Do czego jej potrzebujesz? - spytał tym razem z mniejszą ilością radości w głosie niż wcześniej. Wtedy właśnie doszło do mnie o jak ważną rzecz chodziło. Pan Heimes stawał się taki tylko i wyłącznie gdy chodziło o sprawy najwyższej wagi. Mimo to dalej stałam prosto i nie śmiałam nawet drgnąć czy pokazać choć na chwilę zainteresowania.Wtedy poczułam na sobie wzrok kobiety. Następnie szybko przeniosła go na króla. Nawet ja świetnie mogłam zrozumieć o co chodzi. Mój władca skinął głową i spojrzał na mnie.
- Ezra, wyjdź - wydał rozkaz. Taki przebieg zdarzeń był osobisty. Jestem zwykłym rycerzem, rozumiem świetnie, że chodziło tu o sprawy o których nie powinni wiedzieć ani zwykli obywatele ani żadni podwładni króla. Dlatego też po raz kolejny uklękłam przez jego obliczem.
- Zrozumiałem, panie - odparłam nie zapominając o formie osobowej czy tonie który przypominać miał mężczyznę. Następnie wstała i za rozkazem króla opuściłam salę pozostawiając go samym z kobietą. Nie byłam pewna czy pozostawienie tak ważnej osobistości bez jakiejkolwiek ochrony było dobrym pomysłem, ale skoro taka jest jego wola nie mam nic do mówienia. W dodatku zawsze ufałam jemu oraz jego wyborom. Z bezgłośnym westchnięciem zastanowiłam się co więc powinnam zrobić teraz. Ah tak, straże. Chwytając za rękojeść Certaofinusa ruszyłam przez korytarze zamku zdecydowanym krokiem. Świetnie wiedziałam gdzie obstawiony jest każdy ze strażników. Gdy dotarłam do pierwszej ich pary spojrzałam na nich nie odzywając się. Od razu widząc skłonili się na tyle na ile pozwalały im zbroje. Odpowiednia reakcja na spotkanie przywódcy floty królewskiej, jednak teraz miałam mówić o czymś innym.
- Wiecie czego od was oczekuje - rzekłam chłodnym, niskim tonem. Od razu wymienili przerażone spojrzenia, które mimo hełmów na ich głowach mogłam dostrzec. Usłyszałam cichy pomruk jednego z nich, który brzmiał jak "Niedobrze, Ezra jest wściekły...". Zauważyłam, że jak na piętnastolatkę budziłam w nich naprawdę niezwykły szacunek i respekt. To było jednak nieistotne. Mieli racje. Byłam wściekła. Przecież od tego w jakim stanie jest straż zależy bezpieczeństwo króla Heimesa. Od razu zalała mnie fala przeprosin oraz wytłumaczeń. Po wysłuchaniu wszystkiego spojrzeli na mnie z nadzieją.
- Nawet jeśli świetnie wiedzieliście kim była owa postać powinniście ją zatrzymać i doprowadzić do króla stale pilnując jej. Mimo waszej niekompetencji dam wam szansę oraz nie obniżę waszego stanowiska. Spodziewajcie się jednak, że kolejny sprawdzian zdolności będzie o wiele trudniejszy i bardziej męczący. Mam nadzieję, że dzięki temu zrozumiecie jak ważną rolę pełnicie i jak istotny jest każdy z waszych najmniejszych obowiązków - zakończyłam. Mężczyźni stojący na przeciwko mnie ponownie ukazali swoją skruchę i podziękowali za moją łaskawość. W końcu mogłam od tak zmienić ich stanowiska na o wiele mniej ważne, a nawet kompletnie wyrzucić z zamku.  Po zakończeniu rozmowy ruszyłam do kolejnych członków floty. Konwersacja z każdym z nich wyglądała dokładnie tak samo. Gdy obeszłam już wszystkich strażników wpadłam nagle na Rosę. Tygrys który wcześniej był przy niej gdzieś zniknął.

Rosalin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz