Nazwisko: Muris
Wiek: 16 lat
Płeć: kobieta
Partner: Brak
Staż: 0
Charakter:Nie da się ukryć, że Amy nie jest duszą towarzystwa, a przynajmniej od czasu wstąpienia w szeregi asasynów. Jest dość cicha. Nie ufa prawie nikomu. Jest bardzo ostrożna, każda poważniejszą decyzję musi najpierw dobrze przemyśleć, no chyba, że działa pod naprawdę silnym impulsem. Sprawia wrażenie nieśmiałej, delikatnej i lękliwej. Och...pomyłka rzecz ludzka. W jednej chwili w jej oczach pojawiają się płomyki, które potrafią bardzo długo nie gasnąć. Jest zapamiętała, nie zapomni wyrządzonej jej krzywdy niezależnie od tego czy zamierza się mścić czy nie. Nie znosi gdy ktoś przypomina jej o pochodzeniu, ale cóż poradzić...Można jedynie to ignorować. W prawdzie jak już wspomniałam bywa impulsywna, ale na ogół jest bardzo spokojna. Inteligencja jest jej mocną stroną, można z nią porozmawiać jak z dorosłą. Przy przyjaznej atmosferze potrafi się zmienić nie do poznania. Sympatyczna, otwarta, wesoła. Chętnie korzysta ze swego wrodzonego talentu do branży kieszonkowej i łgania. Stara się jednak tego unikać.
Historia: Nie zamierzam nikogo oszukiwać. Pochodzę ze slumsów rozciągających się tuż obok Heat. Te ma się czemu dziwić. Duże miasto, dużo miejsc zatrudnienia. Takie ogromne ,a maleńkie za razem. Nie ma w nim miejsca dla ubogich, rzadko trafia się człowiek na tyle dobry by dać pracę zaśmierdłemu i najpewniej choremu mieszkańcowi slumsów. Dla mych przodków zabrakło miejsca w Heat, więc zamieszkali w tej zajeżdżającej zgnilizną galerii wszelkich chorób i epidemii.
Do 9 roku życia nie znałam innego świata. Byłam nawet głęboko przekonana, że to jest dobre, że nie ma innych miejsc. Slumsy wokół Heat to nie byle wychodek, toż to wielki chlew! Smród i bród, odchody na ,,podłodze". Nigdy nie zapuszczałam się daleko w labirynt zaimprowizowanych domków i lepianek. Raz się jednak zgubiłam gdy bawiłam się z innymi dziećmi w chowanego. Dotarłam aż na sam skraj swojej małej ojczyzny i zobaczyłem je...Miasto Heat. Uznawałam je dotąd za krainę z bajki bez głodu i wrzodów. Wpatrywałam się oniemiała w to niezwykłe zjawisko. W kamienne mury, za którymi krył się wspaniały zamek królewski.
Robiło się już późno, a ja nadal wpatrywałam się w mur. Potem znalazła mnie matka i odprowadziła do dziwnego zlepka różnych materiałów, który usilnie nazywała domem. Dla mnie jednak przestał być to dom bo zrozumiałam, że to tak na prawdę kilka desek, gliny i innych śmieci, których wyrzekli się mieszkańcy Heat lub podróżujący gościńcem wędrowcy.
W wieku lat 12 wymknęłam się z domu i chowając się pod jednym z wozów przedostałam na teren miasta. Nie wolno było tam wchodzić ludziom mojego pokroju. Zachwycałam się strojami przypatrujących mi się z ukosa ludzi. Ucieszył mnie nawet widok psa nie pokrytego strupami i niedrapiącego się co pięć sekund. Po jakiejś godzinie zwiedzania wpadłam na głupi pomysł. Korzystając z nabytych w slumsach umiejętności ukradłam kilka guzików kilku zamożnym obywatelom, pozornie, przypadkiem na nich wpadając.
Żaden się nie zorientował, ale jeden z patrolujących ulicę zbrojnych tak. Zaczął się pościg. Uciekałam przez całą południowa dzielnicę. Przez cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje i zdecydowanie to nachalne spojrzenie nie należało do żadnego ze zbrojnych. Zostałam zagnana do zaułka, już wyciągali ku mnie ręce gdy naglę na pomoc przyszła mi na pomoc pewna osobistość. A mianowicie obdarty chłopak starszy ode mnie może z cztery, pięć lat. Rzucił jednego kamieniem ogłuszając na chwilę. Reszta rzuciła się za nim. Wybiegłam z zaułka by zobaczyć co się dzieje. Obserwowałam jak żądni sprawiedliwości mężczyźni ścigają mego wybawcę. Oparłam się o ścianę budynku nie mogąc otrząsnąć się z szoku.
-Ekhem-usłyszałam chrząknięcie-Co się mówi gdy ktoś uratuje ci siedzenie?
Z przestrachem odwróciłam się ku chłopakowi. Szedł ku mnie od strony zaułka...musiał więc przejść po...dachach.
-Dz-dziękuję...-wydukałam.
-Nie ma za co. Jestem Passer-powiedział uśmiechając się od ucha do ucha-A przynajmniej tak mnie nazywają asasyni.
-Amy-odparłam wpatrując się niego przestraszonymi oczyma.
I tak właśnie poznałam Wróbla. Dziś liczącego sobie dwadzieścia parę lat asasyna z klanu Ignis. Po tym spotkaniu wróciłam do slumsów z zamiarem pozostania tam już po kres swych dni. Jak się szybko okazało nie było mi to pisane, a pierwsze spotkanie z Passer'em nie miało być ostatnim.
Ledwie dwa tygodnie po mojej ucieczce miasto najechali barbarzyńcy. Matki nie zastali w domu. Zmarła poprzedniego wieczoru- zupełnie jakby to przewidziała.
Fala bid panicznie uciekających ze slumsów uderzyła w miasto. Bramę zemknięto pozostawiając nas na pastwę bandytów. Wydostałam się z tłumu i odeszłam na bok. Z przerażeniem obserwowałam zbliżających się konnych. Naglę usłyszałam znajomy głos.
-Łap się, Sciurus!
Spojrzałam w górę. Na murze stał nie kto inny,a Wróbel. Przy ścianie zwisała lina. Spanikowani slumsiarze rzucili się w te stronę na jej widok. Bez zastanowienia dopadłam linę i rozpoczęłam wspinaczkę. Strzała wbiła się w ścianę obok mnie. Usłyszałam ponaglający głos chłopaka i poczułam szarpanie liny. Nie tylko mnie życie było miłe. Na górze pomógł mi się wgramolić. Linę zostawił uciekającym. Wątpiłam by wielu się uratowało. Widząc nadciągających w naszą stronę zbrojnych chłopak pociągnął mnie za rękę i skoczył na wysoki dach po drugiej stronie. Poślizgnęłam się lądując. Postawił mnie na nogi i poprowadził przez mroki nocy. Podczas tej nocy mury miasta splamiła krew niewinnych ludzi, których z obawy przed epidemią nie wpuszczono w zbawienne mury miasta. Dopiero nazajutrz to sobie uświadomiłam. Tam mogły zginąć setki ludzi, w tym moja rodzina.
Wróbel ukrył mnie w kryjówce jednego z asasynów-swojego nauczyciela. Tamten zgodził się mnie ukrywać do czasu swego powrotu do Scorcher. Gdy przyszedł dzień wyjazdu Passer'owi udało się go namówić na to by zabrał mnie ze sobą. Powołał się na to co widział w mieście. Opowiadał mu, że jestem naprawdę szybka, że mam palce starego kieszonkowca. Udało mu się przekonać mężczyznę, że po odpowiednim szkoleniu mógłby być ze mnie niezły pożytek.
Na miejscu oczywiście poddano mnie wszelkim badaniom. Jakby nie patrzeć istniało ryzyko, że przytachałam jakąś chorobę. Zamiast tego znaleźli jednak coś ciekawszego, ale niepożądanego-talent magiczny. Pod przykrywką zwrócili się do jakiegoś maga i poprosili o zablokowanie mocy. Ten mimo swego zaskoczenia zgodził się mnie zblokować. Mieli na celu zabezpieczenie swego dobytku przed np. pożarem.
Usłyszawszy, że nie mam nazwiska nadali mi je. Muris dla wyjaśnienia oznacza w dosłownym tłumaczeniu ,,mysz".
Klan: Ignis
Klasa: Assassyn
Rodzaje broni: Długi, lekko zagięty nóż ukryty w pochwie u pasa, czasem ma przy sobie też miniaturową kuszę, którą może przyczepić sobie do przedramienia(tuż przy nadgarstku) i w huk wszelkich ostrych przedmiotów poukrywanych w całym stroju.
Transport: Koń Takan
Towarzysz: De
Właściciel: Margo5
Zdjęcie:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz