Zdołałam zapomnieć już o tym co widziałam wczoraj. Jako rycerz miałam w końcu na tyle obowiązków, aby nie mieć czasu myśleć o tego typu rzeczach. Co prawda dalej byłam na sobie zawiedziona. Nie potrafiłam pomóc Rosalin, a przecież postrzegałam ją jako przyjaciółkę. Nie sądzę bym mogła pocieszyć kiedyś kogokolwiek. Nie potrafię wymówić słów "wszystko będzie dobrze", o ile nie są prawdą. Potrząsnęłam lekko głową. Nonsens. Nie ma co myśleć o tego typu sprawach. Nie zaliczają się one do obowiązków rycerza, a póki żyję mam zamiar nim być. Do końca. Stałam w dość luźnej pozycji zastanawiając się czy wykonałam już wszystkie polecenia dane mi na dzisiejszy dzień. Nie zrozumcie mnie źle. "W luźnej pozycji" oznaczało tyle, że pozwoliłam sobie lekko opuścić głowę. W końcu muszę zachować prostą postawę. Co jeśli ktoś właśnie w tym momencie by przybył i ujrzałby tak nieuporządkowanego rycerza? Co pomyślałby o królu? To niedopuszczalne! Skarciłam się w myślach za sam fakt, że moja głowa została delikatnie spuszczona ku dołowi oraz od razu poprawiłam się. Po chwili spostrzegłam Rosalin, wielkiego białego tygrysa oraz nieznajomą mi dziewczynę. O ile towarzystwo było z asasynką nie musiałam w to ingerować. Nie sprowadziłaby do zamku kogoś zagrażającego waszej wysokości, tak więc byłoby to bezcelowe. Po chwili białowłosa wytłumaczyła, jak mniemam, młodszej dziewczynie "zasady" dotyczące denerwowania mnie. Rzeczywiście częste, lekko irytujące zachowania Rosalin przeszkadzały mi, zdążyłam jednak do nich przywyknąć. Nie miałam zamiaru nic wtrącać. Zresztą nawet jeśli szybko dołączył do nas mój brat. Nie widziałam celu w przysłuchiwaniu sie ich konwersacji. Przypomniało mi się, że od tygodnia nie robiłam przeglądu broni. Bez słowa odwróciłam się od towarzystwa i ruszyłam przed siebie. Wtedy, jednak wielkie zwierzę zatorowało mi drogę. Spojrzałam w oczy białego tygrysa. Przez chwilę zatrzymałam na nich wzrok dokładnie im się przyglądając. Po raz drugi w życiu poczułam dziwne uczucie...Bliskości. Zupełnie jakbym widziała już u kogoś te oczy. To było jednak niemożliwe. Z niewzruszoną miną miałam zamiar ominąć dzikiego kota, ale ten ponownie powstrzymał mnie od dalszej drogi. Zdawało się, że zwierzę próbuje mnie zatrzymać w tym danym miejscu. Nie mam czasu na jakieś bezcelowe zabawy z wielkim kotem. Obowiązki są ważniejsze. Widząc nieustępliwość istoty stojącej na przeciwko mnie chwyciłam Certaofinusa. Zwinnym ruchem machnęłam nim i zatrzymałam przed paszczą kota, spoglądając na niego groźnym wzrokiem.
-Co ty robisz!? Chcesz mnie zabić!?-usłyszałam nagle jakiś męski głos. Byłam nieco zdezorientowana. Nieco odsunęliśmy się od towarzystwa w którym przebywaliśmy przed chwilą, w dodatku byłam przekonana, iż nie był to głos Ezreal'a. Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, że był to głos...Rei'a. Dobrze wiedziałam, że było to niemożliwe. Chłopak nie żył. Pogodziłam się z tym. Zresztą...Nie łączyło mnie z nim nic szczególnego. Spotkałam go jedynie dwa razy w życiu, a ponad to...Nie. Nieistotne. Nagle usłyszałam dobrze znany mi dźwięk. Ktoś otworzył wrota. Kompletnie ignorując kota pośpiesznym krokiem ruszyłam w stronę wejścia do zamku. Dalej trzymałam rękojeść Certaofinusa. Spostrzegłam dziewczynę, która z pewnością nie pochodziła stąd. W dodatku król nie miał zamiaru przyjmować nikogo w najbliższym czasie. Z poważną miną wymierzyłam w nią miecz. Oczywiście, był to ruch konieczny tylko po to, aby dostała znak, że ma się zatrzymać. Póki co nie mam zamiaru jej grozić. Dziewczyna stała kilka metrów od ostrza.
-Kto idzie?-zapytałam niskim, wyniosłym tonem. Nie zapominałam o mojej roli. W końcu miałam udawać mężczyznę. Po chwili zdałam sobie sprawę, że gdzieś widziałam osobą stojącą na przeciwko mnie. Była to kobieta którą spotkałyśmy w lesie...Tylko co ją tu sprowadza?
Kage? Po co tu przybyłaś?